Też lubisz wycieczki po Polsce?

Dołącz do 12 000 miłośników podróżowania po Polsce. Obserwuj nasze wycieczki na żywo na Facebooku:

Chcesz nas poznać? Spotkajmy się na prezentacjach o Polsce w Trójmieście!

Kasia i Maciej Marczewscy

Dziękuję, już Was lubię :)
Menu

» » »

Rowerem do Wetliny - z cyklu wariackie pomysły

Za oknem coś ok. -15° C, jedziemy do pracy z wycieraczkami przymarzniętymi do szyby i oblodzonym lusterkiem, a w drugą stronę pogina sportowiec na rowerze z futrzanym kapturem na głowie. „Wariat” – myślę, i cieplej otulam się sztucznym futrem oraz naciągam czapkę głębiej na uszy.  

rowery dwa

 I od razu uśmiecham się sama do siebie na myśl o rowerowych wariatach, do których sami z Maćkiem czasem się zaliczamy...

To było w Bieszczadach, po czterech dniach siedzenia w pokoju z powodu deszczu. Wiadomo – w czasie deszczu dzieci się nudzą, ale za to jak przestanie padać… W góry iść za bardzo nie można, bo i droga nienajlepsza, i mokro i poślizgnąć się łatwo. A trasy w górach piękne, asfaltowe, bez dziur – wspaniałe.

drogi idealne na rowerowe wycieczki

no limit

Leśniczy dał nam rowery i to był strasznie miły gest z jego strony.

nasze rumaki z leśniczowskiej stajni

Maciek coś tam pomajstrował przy moim siodełku, żeby mi się w pupę nie wrzynało i zaczęliśmy obmyślać plan, dokąd by tu pojechać. Ponieważ przez cztery dni siedzenia w pokoju nie bardzo mieliśmy czas żeby zajrzeć do mapy, wobec czego nazwy miejscowości za wiele nam nie mówiły. Postanowiliśmy więc zgodnie, że pojedziemy do Wetliny, a co! W końcu ile może być z Wołosatego do Wetliny? Pewnie kilka kilometrów. Utwierdził nas w tym przekonaniu rzut oka na mapę – spoko, w godzinę, góra – dwie się uwiniemy.

przecież na mapie to tak blisko...

Skoro to tak blisko, stwierdziliśmy, że nie jest nam potrzebna ani mapa, ani komórka (zresztą tam i tak nie ma zasięgu), ani jedzenie, ani picie, ani nawet pieniądze – po co się niepotrzebnie dociążać?

zadowolenie

Nie uwzględniliśmy tylko jednego małego elementu – mapa, na którą rzucaliśmy okiem, nie pokazywała nam w.n.p.m., wobec czego, jako mieszczuchy, nie wzięliśmy pod uwagę, że w górach jeździ się no… jak w górach – czyli czasem w dół, a czasem i pod górę.

lekko w dół

lekko pod górę

A czasem bardzo mocno pod górę, a czasem to i do tego stopnia, że rower trzeba prowadzić zwłaszcza jak się pary w nogach nie posiada.

trochę bardziej pod górę

mniej więcej pod taką górę

czasem nie warto nawet pedałować

lepiej pooglądać stado owiec

Wycieczka początkowo nawet nam się podobała. Ładna pogoda, pejzaże odciągające uwagę od konieczności pokonywania oporu stawianego przez pedały no i ciepło – coraz cieplej.

ciepło

I coraz cieplej. Już za Ustrzykami Górnymi pozbyłam się kurtki, dwóch swetrów i koszulki z długim rękawem.

Ustrzyki Górne

Kasia gubi warstwy

Co jakiś czas przystanek na fotę.

jeszcze nie wie, co ją czeka

on już podejrzewa...

w połowie drogi w jedną stronę

podziwiamy widoki

Tylko tej Wetliny jakoś nie widać. Ale wiadomo – podróżnik ma to do siebie, że zawsze jest ciekaw co czeka za zakrętem. A że zakrętów w Bieszczadach pod dostatkiem, ciągle nam się wydawało, że Wetlina jest za tym kolejnym.

jeden z wielu zakrętów na naszej drodze

może ten?

Zrobiliśmy się głodni. Ponieważ jechaliśmy już od jakiś 3 godzin, stwierdziliśmy, że zjemy obiad w trasie – a najlepiej w Wetlinie! Na szczęście któryś z kolei zakręt okazał się tym, za którym owa Wetlina leżała! Byliśmy uratowani.

uratowani, chociaż niezbyt szczęśliwi

Przynajmniej jeśli chodzi o obiad, ponieważ kobieca intuicja podpowiedziała Kasi, że na wypadek chęci zakupu pamiątki jakąś stówkę trzeba jednak przy sobie posiadać. W Wetlinie zatrzymaliśmy się w sprawdzonej knajpie – w tej samej, która znajdowała się nad pokojami wynajmowanymi wraz ze znajomymi z aplikacji w czasie pamiętnej pierwszej majówki w Bieszczadach (no naprawdę, będę musiała ją kiedyś opisać…).

szukamy stołówki

znaleźliśmy stołówkę

W knajpie owej zjedliśmy prawdziwy, pożywny polski obiad – czyli kotleta schabowego z ziemniakami i surówką. Miało nam to starczyć na drogę powrotną.

obiad!

No właśnie. Na myśl o drodze powrotnej Kasi zachciało się płakać. Wiecie jak to jest – drogi powrotne mają to do siebie, że trzeba je przebyć odwrotnie niż w pierwszą stronę, czyli jak się jechało w dół, to teraz trzeba popylać do góry. A czasami poprowadzić rower.

fragment pod górę z krętą drogą

fragment w dół

bez prowadzenia i tak się nie obeszło...


Jadąc rozglądaliśmy się bacznie na trasie, czy Leśniczy przypadkiem nie zaczął nas już szukać (nie mieliśmy przecież telefonu i nie było jak zadzwonić, że wycieczka zajmie nam dłużej niż planowane 2 godziny). Kasia po cichu marzyła, że jednak zaczął i za chwilę ktoś pozwoli jej przestać pedałować, wrzuci rower na pakę i powiezie wprost do kwatery.

daleko jeszcze?

Nic takiego nie nastąpiło, natomiast zaczął padać deszcz. Mocno. Toteż w strugach tego deszczu, po około 7 godzinach, wycieczka dobiegła końca.

the end

Kiedy mocno już zmartwiona żona leśniczego zapytała, gdzie się podziewaliśmy przez cały dzień, powiedzieliśmy, że pojechaliśmy do Wetliny. „Na rowerach?” – wyglądało na to, że chce się upewnić. „No – tak” odpowiedzieliśmy zgodnie z prawdą. „Przecież to jest 50 km w obie strony!”. „Teraz już to wiemy…”

oto dowód
KOLEJNA RELACJA Starszy post

4 komentarze :

Dołącz do dyskusji. Dodaj komentarz w polu poniżej lub przewiń w dół i skomentuj przez Facebooka.
  1. Cóż, czasem trzeba płacić za... niewiedzę, ale ile potem wspomnień ma człowiek;)
    a knajpa, w której jedliście ma najlepsze jedzenie w całej okolicy.

    OdpowiedzUsuń
  2. o proszę :) czyli jednak się potwierdza - i ja tak myślę, jedzenie bardzo smaczne a i kwaterunek przyzwoity (z tego co pamiętam). a co do wspomnień - to jak widać - bezcenne!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajna strona, wspomnień czar i przygód z młodości.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy! dla nas Bieszczady są takim miejscem ze wspomnieniami - już myślimy, kiedy możemy tu wrócić. może przyszły rok? pozdrawiam!

      Usuń

Ruszaj w Drogę?

Tworzymy jedyny taki blog podróżniczy - pozytywny przewodnik po Polsce. Pokazujemy gdzie pojechać i co warto zobaczyć.

KASIA I MACIEJ MARCZEWSCY

Od sześciu lat #wDrodze, od trzech regularnie prowadzimy blog podróżniczy o turystyce w Polsce

OPOWIADAMY o PODRÓŻACH

Opowiadamy o polskiej turystyce, regionach i ciekawych miejscach w Polsce w audycjach radiowych i w programach telewizyjnych.

KLUB POLSKIEGO PODRÓŻNIKA

Prowadzimy prezentacje, warsztaty i spotkania podróżnicze. Opowiadamy o polskich regionach i dzielimy się naszymi pomysłami na podróże po Polsce.