Menu

» » »

Opowiem Ci, jak samodzielnie wydaliśmy przewodnik: Bieszczady na 14 dni.

Artykuł o tym, jak samodzielnie wydaliśmy nasz pierwszy papierowy „Ruszaj w Bieszczady” Przewodnik na 14 udanych dni w Bieszczadach, powinien był powstać we wrześniu, trzy miesiące temu. Ale tak to już jest, gdy zamiast otworzyć szampana i zanurzyć się w zachwycie, my usiedliśmy do pisania… kolejnego przewodnika. Wyobrażam sobie, że normalny twórca po wydaniu książki zrobiłby sobie dzień wolnego, a potem pojechał w tournée na spotkania autorskie w całej Polsce. My jedną ręką uruchomiliśmy sprzedaż w sklepie, umówiliśmy jedno spotkanie autorskie i nie zdążyliśmy zrobić żadnej promocji. Marni z nas sprzedawcy.

Kasia i Maciej Marczewscy i Bieszczady. Przewodnik na 14 dni w Bieszczadach

Jednak wyznając zasadę, że co się upiecze to nie uciecze, chcę podzielić się z Tobą naszymi wrażeniami i procesem jaki przeszliśmy wydając przewodnik „Ruszaj w Bieszczady”. Zdradzę od kuchni jak poradziliśmy sobie z tym zadaniem, kto nam pomógł, co musieliśmy wiedzieć, a czego nauczyliśmy się w trakcie. Wyjaśnię też dlaczego teraz wiem już, że samodzielne wydanie książki nie jest dla „normalnych ludzi”. Ale mogę też powiedzieć, dlaczego „normalnym ludziom” opłaca się podjąć ten trud i co na tym zyskują.


W maju tego roku opisywałam jak zbieraliśmy materiały do tego przewodnika i jak wydaliśmy nasz e-book o Bieszczadach. Dziś napiszę więcej od kuchni, jak powstawała wersja papierowa. Bo wydanie PDF a wydanie papierowej książki to dwie zupełnie różne pary kaloszy. Ponieważ jednak powstanie tego przewodnika to był proces, pokażę Ci od początku, jak on u nas wyglądał.
ZOBACZ KSIĄŻKĘ

Mówili: zostań selfpublisherem

Nie jestem Michałem Szafrańskim, więc nie znajdziesz tu wykresów ani zestawień kosztów i przychodów. Jeśli nie wiesz kto to jest Michał Szafrański, to koniecznie zajrzyj na jego bloga „Jak oszczędzać pieniądze”. My tak zrobiliśmy i gdy trafiliśmy na podcasty Michała, w naszej głowie po raz pierwszy zaświtała myśl, że może jednak moglibyśmy sami wydać przewodnik?

Jak mawiał Pablo Picasso – „Wszystko, co sobie wyobrazisz, staje się rzeczywistością”. Dlatego nasz przewodnik też powstał jako wytwór naszej wyobraźni i odwagi, którą tchnął w nas Michał swoim przykładem i podcastami. Potem przez wiele godzin w trakcie naszych podróży autem po Polsce prowadził nas za rękę, krok po kroku dzieląc się swoją wiedzą o tym, jak zostać selfpublisherem.

Opowiem Ci o propozycji do odrzucenia

Decydującym momentem zwrotnym żeby z myśli przejść do czynu była pewna propozycja pewnego wydawnictwa, aby napisać dla nich przewodnik po jednym z regionów Polski. W środowisku blogerów mówi się czasem o stawkach, jakie proponują wydawnictwa za napisanie książki i procentach, jakie autorzy dostają od egzemplarza. Zwykle mówi się to w kontekście tego, jak te procenty są niskie. Cóż. Nam nie zaproponowano żadnego procenta w ogóle.

Wysokość wynagrodzenia, jakie mieliśmy otrzymać, sugerowała, że marni z nas autorzy. Szybko policzyliśmy, że gdybyśmy sprzedali minimalną liczbę jakichkolwiek egzemplarzy własnej książki, nawet gdyby miała ją kupić tylko najbliższa rodzina, przyjaciele i najbardziej zagorzali czytelnicy bloga, bardziej pomogła by prowadzonej przez nas Fundacji, niż propozycja współpracy od tego wydawnictwa.

Jak zakochaliśmy się w Bieszczadach

Decyzja o tym, że nasz pierwszy samodzielny przewodnik będzie o Bieszczadach zapadła już dawno. W sumie w Bieszczadach spędziliśmy 1,5 miesiąca przemierzając szlaki, wdrapując się na połoniny, rozmawiając z ludźmi. Zebraliśmy sporo zdjęć i materiału, które nigdy nie miałyby szansy na pokazanie na blogu.

A w Bieszczadach zaczęliśmy się zakochiwać z każdą przeczytaną o nich książką, którą kupowaliśmy w tamtejszych sklepach spożywczych. Na blogu ukazywały się kolejne artykuły o Bieszczadach, a najstarszy z nich bił rekordy popularności wśród wszystkich naszych blogowych przewodników. (Skorzystało z niego już 600 tysięcy turystów!)
Nie mieliśmy jednak pomysłu na to, jak przekazać jeszcze więcej historii w bardziej uporządkowanej i praktycznej formie. Format bloga przestał do tego wystarczać.

Publikowaliśmy gigantyczne jak na bloga relacje z Bieszczad i czuliśmy, że wcześniej czy później powstanie z nich książka. I tak zaczęliśmy ją pisać we wrześniu 2018 roku.


Przewodniki piszą dyrdymały

Najtrudniejsze było wymyślenie jak taki przewodnik ma wyglądać. Wiedzieliśmy, że nie chcemy powielać utartych schematów, które już nie sprawdzają się w dzisiejszym świecie. Na szkoleniach dla samorządów i organizacji turystycznych powtarzamy, że współczesny turysta podróżuje inaczej niż 50 czy 60 lat temu, gdy zaczęły powstawać pierwsze powojenne przewodniki o Bieszczadach, pisane według „kanonu”, których schematy są powtarzane do dziś.

Czuliśmy ból każdego turysty, który musi się mierzyć z przewodnikiem opowiadającym dyrdymały o florze i faunie, geologii, morfologii, hydrografii, zarysie historii dziejów, o żyjących w zgodzie przed wojną mieszkańcach, o ich wielokulturowości, kulinarnym dziedzictwie, czy o magii Bieszczadów.

Wiedzieliśmy, że Bieszczady są magiczne. Chcieliśmy, żeby były dodatkowo praktyczne i dostępne dla każdego. Przez wszystkie nasze wyjazdy w Bieszczady i przez wszystkie przewodniki, przez które przebrnęliśmy, nie trafiliśmy na taki, który autentycznie ułatwiałby życie i pomagał w zaplanowaniu wycieczki. Dlatego napisaliśmy taki przewodnik, z jakiego sami chcielibyśmy korzystać jako turyści.

To musiał być dobry przewodnik

Wiedzieliśmy, że przewodnik o Bieszczadach musi być pełen praktycznych i gotowych pomysłów na wycieczki. Że powinien planować wycieczki „dla czytelnika”, bo od tego jest przewodnik. Przewodnik przewodzi, czyli pokazuje drogę. 

Dobry przewodnik nie rzuca garścią informacji jak grochem o ścianę, oczekując, że turysta sam poskłada sobie je w całość. 

Dobry przewodnik nie wymienia turyście alfabetycznie miejscowości, które ten dopiero musi zlokalizować na mapie.

Dobry przewodnik nie posługuje się słownictwem, które pochodzi z poprzedniej epoki.

Dobry przewodnik sensownie układa wycieczki tak, żeby nie zamęczyć turysty, ale żeby dać mu jak najwięcej radości.

Dobry przewodnik pokazuje ciekawe historie i prawdziwe postacie. 

Dobry przewodnik rozmawia z turystą tak, jakby rozmawiał z nim jego najlepszy przyjaciel i doradca. 

Dobry przewodnik opowiada historię wtedy, kiedy ma ona sens przy konkretnej wycieczce. 

Dobry przewodnik proponuje turyście miejsca na niepogodę i przewiduje, że może on nie mieć kondycji, żeby cały tydzień czy dwa tylko chodzić po górach. 

Dobry przewodnik zawiera mnóstwo kolorowych, aktualnych zdjęć pokazujących miejsca, o których mowa w tekście.

Dobry przewodnik nie odsyła do map – tylko sam daje te mapy.

Dobry przewodnik podaje sprawdzone informacje praktyczne, adresy stron internetowych, pokazuje gdzie jest parking i toaleta oraz ile czasu zajmie każda wycieczka.

Dobry przewodnik czyta się dzieciom na dobranoc. 

Wiedzieliśmy, że nasz przewodnik musi być dobry. I to było w nim najtrudniejsze.

Nasz przewodnik to gotowiec

Gotowy plan zakładał, że przewodnik będzie miał 14 propozycji jednodniowych wycieczek, a do każdej wycieczki będzie dodana mapa, mnóstwo zdjęć i opowieści, które będą wyjaśniały na co zwrócić uwagę w trakcie tej wycieczki.

Te wszystkie opowiedziane anegdoty i historie miały sprawić, że każdy, kto przejdzie Bieszczady z tym przewodnikiem, nie tylko pozna trasy, ale też zachwycającą historię tego regionu. Tę historię, która nas pochłonęła, i którą od kilku lat dzielimy się na naszym spotkaniu podróżniczym pt. „Ruszaj w Bieszczady”.

Polubiliśmy się z Panem InDesignem i Panem Scrivenerem. 

W trakcie gdy ja pisałam teksty do przewodnika, Maciej spędzał godziny na YouTube ucząc się z filmów jak pracować w programie do składania książek Adobe InDesign. Ja po kilku wstępnych lekcjach uznałam, że to czarna magia.

Odkryłam za to genialny program Scrivener, z którym już się nie rozstaję. To płatny program dedykowany pisarzom, który ułatwia pisanie tak dużych książek. Przyzwyczaiłam się do niego tak bardzo, że dziś piszę w nim też relacje na bloga.

Podzieliliśmy się tak, że Maciej w InDesignie tworzył szablony stron, wymyślał, gdzie będą zdjęcia i ustawiał formatowanie, a ja liczyłam znaki i w Scrivenerze tworzyłam teksty odpowiedniej długości. Później sklejaliśmy to w całość. Dopisywałam, skracałam, zmieniałam, Maciej dostawiał kolejne zdjęcie, znów skracałam, zmienialiśmy zdanie i znów wracaliśmy do tego co było na początku. I tak w kółko. Każda ze 140 stron została dokładnie zaplanowana.


Maciej to Pan Mapka. Kartograf z powołania.

W tym samym czasie Maciej samodzielnie ozdabiał mapy, które pobrał za darmo z OpenStreetMaps. W praktyce wyglądało to tak, że na podkład mapy samodzielnie nanosił w Adobe Illustratorze trasy wycieczek oraz ikonki miejsc, które chcieliśmy pokazać na mapie – toalety, parkingi, schroniska. Niektóre ikonki nawet sam rysował.

Potem ja mu mówiłam, że mi się kolor nie podoba, albo że ludzik wygląda jakby pełzał zamiast wspinać się po połoninie i wspólnie ustalaliśmy jak ta mapka ma wyglądać i jaki kolor ma mieć pokazana trasa.

Jednocześnie (tak, to wszystko działo się jednocześnie) Maciej obrabiał zdjęcia w programie Adobe Lightroom. Zdjęć mieliśmy tysiące, więc już sama ich selekcja była niezłym wyzwaniem. Dopasowanie zdjęć do wycieczek to była już sama przyjemność.


W tzw. międzyczasie wydajemy „Ruszaj w Drogę na Kociewie” 

Tak sobie przez długie miesiące dziubaliśmy ten przewodnik, jednocześnie pisząc inne artykuły na bloga, realizując współprace partnerskie z samorządami i organizacjami turystycznymi oraz załatwiając comiesięczne formalności związane z prowadzeniem Fundacji Ruszaj w Drogę!.

W międzyczasie w marcu wydaliśmy z naszymi przyjaciółmi z Lokalnej Organizacji Turystycznej KOCIEWIE 16-stronicowy drukowany miniprzewodnik „Ruszaj w Drogę na Kociewie”. Dostaniesz go dziś za darmo na targach turystycznych na stoisku Kociewia oraz w informacjach turystycznych na Kociewiu – m.in. w Tczewie, przy ul. 30 stycznia.

Przewodnik ten wysyłamy też do tych Przyjaciół Wspierających Fundację Ruszaj w Drogę, którzy wpłacając darowiznę pomagają nam prowadzić fundacyjne projekty.

Okazało się, że w życiu każdego człowieka może być dużo tych międzyczasów. Bo w tym samym międzyczasie, podjęliśmy się kolejnego wyzwania. Na zaproszenie Starostwa Powiatowego w Świeciu zaczęliśmy zwiedzać powiat świecki i zbierać materiały do drukowanego przewodnika, który miał skorzystać z tych pomysłów, które sprawdzą się w przewodniku bieszczadzkim. Przewodnik Ruszaj w Powiat Świecki ukazał się w druku szybciej niż napisałam ten wpis. Miał swoją premierę w pierwszym tygodniu grudnia. Możesz go zobaczyć i kupić w naszym sklepie internetowym z przewodnikami.

A, no i jeszcze jedną rzecz zrobiliśmy w międzyczasie. Poprowadziliśmy szkolenia dla branży turystycznej Krainy Zalewu Wiślanego. Ich efektem będzie miniprzewodnik o okolicach Zalewu Wiślanego, do którego napisaliśmy teksty. (Premiera też w grudniu!).


A potem nadszedł koszmar każdego pisarza. „Sprawdzam” to jego imię.

Gdy pierwsza wersja przewodnika, z planami wycieczek, zdjęciami, informacjami praktycznymi, wywiadami i historiami była już gotowa, zaczęła się najgorsza część – sprawdzanie i poprawianie. Gdyby ktoś obudził mnie w środku nocy, na pamięć potrafiłabym powiedzieć co jest na jakiej stronie i w którym miejscu jest jakie zdjęcie. Na szczęście po kilku miesiącach ta wiedza ulatuje, ale tamten czas czytania po kilkanaście albo kilkadziesiąt razy tych samych tekstów wspominam jako koszmar.

Najgorsze jest to, że badania dowodzą, że człowiek nie jest w stanie sprawdzić tekstu, który zna niemal na pamięć, bo mózg zamiast czytać, odtwarza go sobie z pamięci. Te badania potwierdził nam proces redakcji i korekty, którą po wielu nieudanych próbach samodzielnego sprawdzania, zdecydowaliśmy się w końcu zlecić specjalistycznej firmie.

Podanie o ISBN

Kiedy prace miały się ku końcowi, wystąpiliśmy z wnioskiem do Biblioteki Narodowej o wydanie puli numerów ISBN. Założenie konta oraz wniosek o wydanie numerów ISBN jest bezpłatny. Biblioteka Narodowa nadaje pulę 10 numerów ISBN do wykorzystania. Wszystkie informacje na ten temat znajdziesz na stronie internetowej: e-isbn.pl

Jak ma wyglądać okładka?

W maju 2019 roku mieliśmy już kompletną, 140-stronicową wersję przewodnika, ze wszystkimi wycieczkami, zdjęciami, historiami, bibliografią, indeksami, mapami i ustalonymi formatami. Mieliśmy już nawet okładkę.

Okładkę wymyśliliśmy w ten sposób, że długo przeglądaliśmy projekty na portalu behance.net próbując ustalić, jakie obecnie trendy panują w wydawnictwach książkowych i magazynowych. Tak powstała wersja z białymi polami dookoła zdjęcia i minimalistycznymi kreskami, które potem wykorzystaliśmy też w książce.

Co ciekawe, koncepcja okładki od samego początku prawie wcale się nie zmieniła. Zrobiliśmy jedynie kilkanaście wydruków, żeby sprawdzić jakie proporcje powinno mieć zdjęcie i jakie rozmiary czcionek powinniśmy zastosować do tytułu i podpisów.

Wiedzieliśmy też, że ponieważ to ma być przewodnik, to na okładce powinno być zdjęcie. Nie grafika, nie animowane zabytki, szlaki, ludzie czy zwierzęta. Po prostu zdjęcie. Ludziom zasadniczo okładki przewodników kojarzą się z tym, że są na nich zdjęcia, a my chcieliśmy aby każdy, kto pierwszy raz spojrzy na tę książkę, od razu się domyślił, że to jest przewodnik. Poza tym uznaliśmy, że o ile sposób pisania przewodników powinien być współczesny, o tyle pomysł ze zdjęciem na okładce sprawdza się od tylu lat, że nie ma sensu z tym walczyć.

Nasze domysły potwierdziły obserwacje, jakie mieliśmy z naszych podróżniczych spotkań. Na każdym spotkaniu rozkładamy stół z dziesiątkami darmowych przewodników z całej Polski, które dostajemy od zaprzyjaźnionych informacji turystycznych i samorządów. Te materiały rozdajemy  uczestnikom spotkania.  (Jeśli chcesz dodać swoje turystyczne materiały do stołu z darmowymi przewodnikami, skontaktuj się z nami).
Byliśmy ciekawi, co sprawia, że niektóre przewodniki, ulotki i foldery znikają w ciągu jednego spotkania, a inne musimy zawsze zabierać do naszego magazynu. Okazało się, że tym, co przyciąga uwagę turystów, jest właśnie dobre zdjęcie na okładce. Uznaliśmy więc, że w tym temacie nie będziemy polemizować z setkami osób, które pojawiły się na naszych spotkaniach.


Zakładamy sklep internetowy!

W drugiej połowie maja nasze dzieło było gotowe. Dzieło miało formę PDF i ważyło 25 MB.

Maj był tym miesiącem, w którym Maciej intensywnie próbował uruchomić sklep internetowy na platformie Shoplo. Słyszeliśmy o niej wiele skrajnych opinii, ale za bardzo nie mieliśmy wyboru. Chcieliśmy uruchomić go możliwie szybko, skoro już przegapiliśmy majówkę.

Sklep na własnym serwerze nie wchodził w grę, a inne platformy wyglądały jeszcze gorzej. Po wielu dniach testów, sprawdzania ofert i możliwości dostosowywania sklepu do naszych potrzeb, okazało się, że z niektórych rzeczy możemy zrezygnować i podstawowa wersja sklepu Shoplo zupełnie nam na tę chwilę wystarczy.

Choć reklama Shoplo przekonywała nas, że sklep postawimy w 5 minut, to jego właściwa konfiguracja zabrała nam grubo ponad 2 tygodnie. Samo stworzenie sensownej komunikacji (treści maili i wiadomości wyświetlanych na stronie), a następnie przeprowadzenie testów zajęło kolejnych kilka dni.

A jeszcze musieliśmy wybrać operatora płatności do obsługi zamówień w sklepie. Po rozeznaniu rynku i wszystkich ofert postawiliśmy na najbardziej znane PayU. Po kilku dniach zakończyła się procedura weryfikacji i testów, i w końcu mogliśmy wystartować ze sprzedażą e-booka!

Okazało się, że to nie był koniec szaleństwa.

Od maja przybijamy piąteczki

Na drugi dzień po uruchomieniu sklepu jechaliśmy do Gniezna przeprowadzić szkolenie dla branży turystycznej, a potem czekał nas tydzień w Piotrkowie Trybunalskim. Zdążyliśmy zaledwie pochwalić się naszym osiągnięciem na Facebooku, Instagramie i Instagram Stories. I chyba jeszcze tuż przed wyruszeniem w drogę wysłaliśmy newsletter.

Największe emocje i zdziwienie przyszło wtedy, gdy się zorientowaliśmy, że nasi czytelnicy rzeczywiście kupują przewodnik o Bieszczadach w PDF! Kupowali e-booka, choć każdy nam mówił, że przewodnik w e-booku się raczej nie sprzeda. Ten akurat się sprzedawał. I to całkiem nieźle.

Z każdym zakupem przybijaliśmy sobie z Maćkiem piątkę mówiąc głośno „piąteczka!”. Tak nam zostało do dziś. Ponieważ jednak informacja o kolejnym zakupie zaskakuje nas w różnych sytuacjach życiowych, po prostu mówimy do siebie: „piąteczka” tłumacząc osobom obok, które dziwnie na nas patrzą, że właśnie sprzedał się nasz kolejny przewodnik.


Jak wydać papierową książkę?

Byliśmy bardzo szczęśliwi i przez nocne siedzenie, czasem do rana, bardzo zmęczeni. Ale wciąż nie wiedzieliśmy jak to zrobić, żeby wydać papierową książkę. Gdy ruszyła sprzedaż e-booka „Ruszaj w Bieszczady” w PDF, postanowiliśmy, że pieniądze, które zarobimy na sprzedaży e-booka, przeznaczymy na wydruk przewodnika. Nie wiedzieliśmy tylko ile czasu nam to zajmie, bo jednak sprzedaż nie była masowa.

Wtedy postanowiliśmy też, że ogłosimy na naszym blogu, newsletterze i na spotkaniach z czytelnikami, że zbieramy darowizny na wydruk naszego pierwszego samodzielnego przewodnika.

Potrzebujesz pomocy? Czasem wystarczy poprosić.

Ze zbieraniem darowizn mieliśmy mentalny problem. Oboje z Maćkiem na wszystko co w życiu osiągnęliśmy musieliśmy sobie zapracować. Nie mieściło nam się w głowie, że możemy kogoś o coś poprosić, a zwłaszcza o pieniądze. Ani że ten ktoś może nam to dać, a zwłaszcza pieniądze, tylko dlatego, że go o to poprosiliśmy oraz dlatego, że to, co robimy, jest zbieżne z jego życiowymi poglądami i potrzebami.

Wszystko w głowie poprzestawiał nam Szczepan Kasiński i jego podcast Coraz Lepsze NGO. Gdy zgodnie z jego wskazówkami pod koniec maja poprosiliśmy naszych czytelników o wsparcie wydania papierowego przewodnika, szacowaliśmy, że do wiosny 2020 roku uzbieramy potrzebną kwotę. Jakie było nasze zaskoczenie, gdy po miesiącu, na początku lipca 2019 roku, uzbieraliśmy na wydruk!

Przez półtora miesiąca otrzymaliśmy od 30 czytelników darowizny, które pokryły 75% kwoty potrzebnej na wydruk. Resztę dołożyliśmy ze sprzedaży 234 (!) e-booków.

Te 264 osoby pomogły nam spełnić marzenie o pierwszym samodzielnie wydanym przewodniku. Jeśli jesteś jedną z tych osób – jeszcze raz bardzo Ci dziękujemy! Na zawsze zapisałe/aś się w naszej pamięci i w pamięci każdego, kto czyta nasz bieszczadzki przewodnik.



Wybór drukarni okazał się prosty

Mieliśmy to szczęście, że kilkukrotnie współpracowaliśmy już z drukarnią, która drukowała nam zeszyty szkoleniowe. Byliśmy zadowoleni z tej współpracy i postanowiliśmy tam zlecić wydruk książki. Przewodnik miał 140 stron i miękką okładkę, więc było to zadanie, z którym drukarnia powinna sobie spokojnie poradzić. Wcześniej poprosiliśmy tylko o przesłanie próbek, żeby wybrać papier i okładkę. To nam bardzo pomogło w podjęciu decyzji.

Książkę do druku Maciej przygotował sam w uzgodnieniu z pracownikiem drukarni. Za usługę musieliśmy od razu zapłacić całą kwotę. Na szczęście mieliśmy już uzbierane pieniądze, a wcześniejsza współpraca z tą drukarnią przy mniejszych zleceniach sprawiła, że mieliśmy do niej zaufanie.

Moment, gdy po 2 tygodniach przed nasz dom przyjechał dostawczy samochód i wyładował przed garażem paletę z naszymi przewodnikami był tak emocjonujący, że z wrażenia trzęsły mi się ręce, gdy nagrywałam wszystko telefonem. Unboxing jeszcze nigdy nie dostarczył nam tylu wrażeń. Gdy Maciej wziął do ręku pierwszy egzemplarz – odetchnął z ulgą. Był idealny!


Rysa na przewodniku

Potem czekało nas sporo pracy, bo każdy egzemplarz trzeba było sprawdzić i przejrzeć, czy jest dobrze wydrukowany. Nie obyło się bez kilku wpadek. Część egzemplarzy miała skazę na okładce.

Udało się jednak bez problemów zareklamować partię i po kilku tygodniach przyjechały książki z wymienioną okładką, już bez skazy. Ogólnie możemy powiedzieć, że sam proces wydruku nie przysporzył nam większych problemów. Stresu – całą masę. Problemów? Zdecydowanie mniej.

Sprzedaż musi poczekać

Nie wiem czy poza naszym ślubem w moim życiu był taki moment, gdy czułam podobne szczęście, radość, ekscytację i całą gamę uczuć, które mi – jako introwertykowi – towarzyszą raczej rzadko. Zwykle wszystkim się przejmuję, ale w dniu, gdy podpisywałam pierwsze książki, czułam tylko szczęście, a oczyma wyobraźni widziałam już wydawane przez nas kolejne przewodniki.

No tak. Ale zanim one się pojawią, to trzeba najpierw sprzedać te, które leżą w przedpokoju. A żeby to zrobić, trzeba wprowadzić do sprzedaży w internetowym sklepie nowy produkt – papierową książkę. Nie zdążyliśmy jednak tego już zrobić, bo następnego dnia jechaliśmy w teren zbierać kolejne materiały do drukowanego przewodnika "Ruszaj w Powiat Świecki" po południowym Kociewiu i Borach Tucholskich.

I chociaż przewodniki bieszczadzkie przyjechały 23 sierpnia, to zaczęliśmy je sprzedawać dopiero po trzech nieprzespanych nocach, w piątek 6 września o 05:22 nad ranem :D

Przed wyjazdem na Kociewie zdążyliśmy jedynie wysłać książki do naszych kochanych Darczyńców w podziękowaniu za to, że wydanie przewodnika było w ogóle możliwe. I to oni jako pierwsi otrzymali pierwsze egzemplarze drukowanego przewodnika „Ruszaj w Bieszczady. Twój przewodnik na 14 dni w Bieszczadach”.

Logistyka, czyli jak to zapakować i wysłać?

Gdy wróciliśmy i uruchomiliśmy sprzedaż, czekały nas upojne noce. Noce, w trakcie których w naszym domu rozbrzmiewał trzask składanego kartonu, skrzypienie taśmy klejącej i terkotanie drukarki wypluwającej z siebie listy przewozowe. Z firmy pakującej i magazynującej świadomie zrezygnowaliśmy. Przy tej skali sprzedaży pakowanie i wysyłanie książek to dla nas przyjemność, a koszty były nieadekwatne.

Trochę baliśmy się tego pakowania. Okazało się, że da się to robić całkiem sprawnie. Odkryliśmy specjalne kartony do pakowania książek, które nazywają się Multimail. Świetnie zabezpieczają książkę, a składanie takiego kartonu trwa dosłownie kilka sekund. Do tego szybki ruch i owinięcie przezroczystą taśmą klejącą, naklejenie przezroczystej koperty kurierskiej, wydruk listu przewozowego i w drogę!

Wtedy też zaprzyjaźniliśmy się z paczkomatami w obrębie naszej gminy, a szczególnie polubiliśmy się z paczkomatem w naszej miejscowości. Spotykamy się z nim codziennie, czasem późno w nocy. Jakie to szczęście, że działają przez całą dobę!

Ponieważ podejrzewaliśmy, że zamówienia mogą przychodzić nawet z najmniejszych polskich miejscowości, podpisaliśmy też umowę na przesyłki kurierskie Poczty Polskiej. Jednak aby zredukować nasz stres związany z wizytą na poczcie w Żukowie, uzgodniliśmy, że Maciej będzie się tam wybierał tylko dwa razy w tygodniu. Kto nigdy nie stał w korku do ronda w Żukowie, i nie próbował znaleźć miejsca parkingowego pod pocztą, nigdy nie zrozumie naszego bólu.

Takie połączenie taniej codziennej wysyłki do Paczkomatu i dwóch wizyt w tygodniu na poczcie w Żukowie w zupełności nam wystarcza. Shoplo pięknie łączy się przez brokera Furgonetka.pl z paczkomatami InPostu i przez specjalną wtyczkę z systemem Poczty Polskiej. Wydrukowanie listów przewozowych dzięki nim to dosłownie kilka kliknięć.


Uczymy się na błędach – niestety swoich

Jak widzisz proces wydania przewodnika „Ruszaj w Bieszczady” odbywał się na wariackich papierach. Gołym okiem widać, że popełniliśmy całą masę błędów. Nie zadbaliśmy o promocję, straciliśmy praktycznie cały sezon wakacyjny i pierwszy tydzień września, rozbiliśmy książkę na e-book i wydanie papierowe, przez co pewnie straciliśmy część zainteresowanych nowością odbiorców.

Nie mieliśmy filmu promocyjnego, przemyślanej strategii sprzedaży ani strategii cenowej. O cenie myśleliśmy gdzieś pomiędzy śniadaniem a zwiedzaniem atrakcji w trakcie wyjazdów. Specjalista od marketingu załamałby ręce. My też myśleliśmy, że to wszystko się nie uda.

Warto było to zrobić. To doświadczenie jest bezcenne.

A jednak jakimś cudem udało się. Daleko nam do porównywania się ze znanymi autorami i wielkimi (ba! – nawet małymi) wydawnictwami. Daleko nam do porównywania się z naszymi kolegami blogerami, którzy też wydali swoje książki. Ale za nic nie zamieniłabym decyzji i procesu, przez który przeszliśmy.

Do 12 grudnia e-book trafił w ręce 390 turystów. A papierowy przewodnik Ruszaj w Bieszczady stanął na półce w ponad 500 domach. Sprzedaż tych przewodników to realna pomoc w działaniu naszej Fundacji. To dzięki niej możemy działać poza turystycznym sezonem.

Nauka, którą zdobyliśmy, jest bezcenna. Bezcenne jest to, czego dowiedzieliśmy się o ludzkiej życzliwości, pomocy, dzieleniu się wiedzą i motywacji. Bezcenne jest to, czego dowiedzieliśmy się o sobie samych.

Ale najbardziej bezcenne ze wszystkiego są wrażenia czytelników po tym, jak kupili, przejrzeli, przeczytali i pojechali w podróż z naszym przewodnikiem. I z tymi opiniami zostawiam Cię na koniec tego wpisu. Bo właśnie dla nich najbardziej było warto to zrobić :)
KUP PRZEWODNIK


Cześć, bardzo dziękuję za Wasz bieszczadzki przewodnik - przydał nam się w sierpniu, kiedy w Bieszczadach byliśmy pierwszy raz i to od razu z dziećmi. Dziękuję Wam zwłaszcza za opowieści - ciekawostki w przewodniku (mroźny las, przesiedlenia, Lutek itd.), bo pozwoliły nam - bieszczadzkim laikom - zanurzyć się w klimacie, a jednocześnie wkręcić w bieszczadzki klimat Młodych (z ogromnym zaciekawieniem wysłuchali całości (!)). Wystawa zwierząt na deszczowy dzień w Nadleśnictwie w Mucznem nie do znalezienia bez Was. A poza tym ogromna pomoc! Żałuję tylko, że na Tarnicę nie odważyliśmy się pójść zgodnie z Waszymi wskazówkami przez Bukowe Berdo, tylko standardowo... Ale to do nadrobienia. Zresztą, cytując Młodego na Wetlińskiej: "Mamo, wrócimy tu jeszcze...?“. Jakżeby inaczej?
Gosia, podróżuje z mężem i dwójką dzieci
Jak na pierwszy przewodnik - bardzo dobry. Ładne zdjęcia, praktyczne informacje, ciekawostki dla osób, które pierwszy raz wybierają się w Bieszczady. Na pewno nie jest to wydawnictwo dla osób zainteresowanych pogłębieniem tematu gór. Dla przeciętnego turysty ilość informacji i sposób ich przedstawienia - super. Bardzo mało nieistotnych błędów. Dla mnie w Top 5 przewodników o Bieszczadach. Polecam :)
Krzysztof Miziołek, przewodnik beskidzki, jurajski i świętokrzyski
Właśnie dzisiaj go otrzymałam. Gorąco polecam. Świetny przewodnik z pełnym opisem gdzie można kupić bilety, skąd i z jakiego miejsca rozpocząć swoją przygodę, z wyrysowaną mapą i informacją, jak należy się przygotować do wycieczek, co zabrać ze sobą, dobry opis całej trasy, co warto zobaczyć po drodze. Mam w swoim zbiorze kilka, ale ten jest najlepszy. Jeszcze raz gorąco polecam♥️
Agnieszka, prowadzi noclegi w Sanoku
Fantastyczny przewodnik. Włożyliście naprawdę kuuuuuuupę pracy. Podziwiam. Poza tym pięknie wydany, dużo zdjęć, map... Super. Przejrzałam go właśnie i na pewno będę do niego wracać przed kolejnymi wyprawami. Jest naprawdę mega. Dużo ciekawostek, historii... muszę to podsunąć koledze, który pochodzi z Krosna.
Beata, podróżuje z rodziną
Jeden egzemplarz przewodnika już mam, ten zamierzam podarować przyjacielowi. Jest rewelacyjny! Zawsze, kiedy w głowie tworzyło mi się jakieś pytanie, dosłownie linijkę później miałam już na nie odpowiedź! Wykonaliście kawał dobrej roboty i dziękuję, że mogłam w tym uczestniczyć :)
Agata
Już kupiłem w pierwszy dzień:) Przewodnik jest rewelacyjny! Będąc w Bieszczadach już korzystałem z Waszych porad zamieszczonych w internecie. Dlatego od razu kupiłem pełny przewodnik. Świetna robota.
Tomek
Witam. Właśnie przeczytałem Państwa przewodnik :) Jestem zachwycony :) W przyszłym roku planuję wyruszyć w Bieszczady z tym przewodnikiem :) Mam wielką prośbę. Czy byliby Państwo w stanie wysłać mi zdjęcie, które znajduje się na okładce przewodnika? Chciałbym na podstawie tego zdjęcia wykonać tatuaż :)
Marcin
Właśnie odebrałem przesyłkę. Chcę serdecznie podziękować. Zrobiliście kawał dobrej roboty. Na pierwszy rzut oka robi wrażenie. Dobrej jakości zdjęcia i staranne opracowanie. Dedykacja natomiast pozwala się poczuć jako ktoś dla Was ważny. Jest osobista i zrobiliście nam dużą przyjemność. Życzymy sukcesów wydawniczych i pozdrawiamy. Wszystkiego najlepszego. I jeszcze jedna sprawa. To opakowanie. Tak właśnie wyobrażam sobie zabezpieczenie wysyłanych książek. Gratulacje.
Wiesław
KOLEJNA RELACJA Starszy post

KOMENTARZE

Daj znać co myślisz :) Dodaj komentarz w polu poniżej lub przewiń w dół i skomentuj przez Facebooka.

Ruszaj w Drogę?

Czytasz największy blog podróżniczy o Polsce. Znajdziesz u nas ponad 500 artykułów z pomysłami na wycieczki po Polsce. Pokażemy Ci gdzie pojechać i co warto zobaczyć w Polsce. Miejsca sprawdzamy i zwiedzamy osobiście. Polecamy spis A-Z ciekawych miejsc i wyszukiwarkę.

KASIA I MACIEJ MARCZEWSCY

Od 10 lat #wDrodze, a od pięciu prowadzimy największy blog podróżniczy o Polsce. Jesteśmy pozytywnie zakręceni na punkcie polskiej turystyki.

KLUB RUSZAJ W DROGĘ!

Prowadzimy prezentacje, warsztaty i spotkania podróżnicze. Opowiadamy o polskich regionach i dzielimy się naszymi pomysłami na podróże po Polsce.

FUNDACJA RUSZAJ W DROGĘ!

Promujemy polską turystykę w Polsce, pomagamy organizacjom turystycznym w dotarciu do nowych turystów i prowadzimy warsztaty branżowe.