Menu

» »

Weekend w Wielkopolsce? Zwiedzaj ciekawe miejsca i atrakcje na południe od Poznania.

Zastanawiasz się, co robić w Wielkopolsce, gdy zwiedziłeś już Poznań i Gniezno? Proponuję Ci dziś weekend w południowo-zachodniej części województwa. W Wolsztynie zobaczysz jedyną w Europie parowozownię, która wypuszcza na trasy parowe lokomotywy kursujące według regularnego rozkładu jazdy. W Kościanie odkryjesz jedyną w Polsce wieżę ciśnień, w której znajdziesz ściankę wspinaczkową i obserwatorium astronomiczne z obrotowym dachem. A w Rydzynie na własne oczy zobaczysz miasteczko żywcem przeniesione z epoki baroku.

Wielkopolska Nieoczywista - Zamek w Rydzynie

Wielkopolska to region, w którym wciąż pamięta się o wiatrakach, o ważnych i dzielnych mieszkańcach i o Powstaniu Wielkopolskim. Przekonasz się o tym w Osiecznej, Rakoniewicach, Lesznie i Grodzisku Wielkopolskim. Z naszej ostatniej wyprawy po Wielkopolsce Nieoczywistej stworzyłam dla Ciebie weekendowy przewodnik z nadzieją, że ruszysz w drogę naszymi śladami.



Bardzo się cieszymy, że Wielkopolska Organizacja Turystyczna pokazała nam swoją Wielkopolskę. Wielkopolskę Nieoczywistą. Razem z Jackiem Cieślewiczem, który był naszym przewodnikiem i świetnym towarzyszem wieczornych rozmów, odwiedziliśmy najciekawsze miejsca południowo-zachodniej części regionu. Jacek zabrał nas na spacer do Grodziska Wielkopolskiego i do Wielkopolskiego Muzeum Pożarnictwa w Rakoniewicach. Wspólnie oglądaliśmy parowozy w Wolsztynie i wiatraki w Osiecznej. Zwiedziliśmy też Kościan, Rydzynę i Leszno. To były intensywne dni, po brzegi wypełnione atrakcjami.

Z każdego dnia nagrywaliśmy filmy z najciekawszymi momentami, ciekawostkami i zabawnymi sytuacjami. Oglądałeś je codziennie na Instagram Stories w naszym profilu na Instagramie. Po powrocie do domu dodaliśmy je wszystkie do naszego filmowego kanału IGTV, do którego też przejdziesz z aplikacji Instagram. Teraz możesz je w każdej chwili zobaczyć ponownie i udostępnić znajomym.

Oglądaj nasze vlogi z drogi: na żywo z Wielkopolski
Filmy z wyprawy "Wielkopolska Nieoczywista" obejrzysz za darmo w aplikacji na smartfonie lub na komputerze na naszym profilu na Instagramie w archiwum Relacji oraz na IGTV @ruszajwdroge. Poszukaj naszego profilu "ruszajwdroge" na Instagramie lub skorzystaj z linków do filmów poniżej:


Najciekawsze miejsca i wspomnienia pokazywaliśmy też w fotorelacjach na Facebooku Ruszaj w Drogę!. Jeśli widzisz tam Twoje ulubione miejsce - udostępnij je na swoim profilu - bardzo za to dziękujemy :)



Jedź za nami na 3 dni do Wielkopolski

Wszystko, co nas zachwyciło, oczarowało i zaskoczyło, zebrałam dla Ciebie w plan wycieczki. Zależało mi, żeby zmieściła się ona w 3 dniach, tak, żebyś mógł zaplanować sobie przedłużony weekend. Zadanie ułożenia takiego planu krzyżowały nieco wykluczające się godziny otwarcia i działania najciekawszych atrakcji. Ale po konsultacjach i przy odrobinie wysiłku udało się stworzyć zgrabny plan, który zrealizujesz od piątku do niedzieli w sezonie od kwietnia do końca września.

Postępuj dokładnie z naszymi wskazówkami. Pozwolą Ci one zaoszczędzić czas i uniknąć niespodzianek. Zapraszam na wyprawę po południowo-zachodniej Wielkopolsce:
1. Piątek: spacer po Grodzisku Wielkopolskim do ok. godz. 11, potem przejazd do Rakoniewic (ok. 15 minut), wizyta na rynku i zwiedzanie Wielkopolskiego Muzeum Pożarnictwa do godz. 13.00. Przejazd do Parowozowni Wolsztyn (ok. 15 minut) i zwiedzanie obiektu w oczekiwaniu na przyjazd parowej lokomotywy – w tym czasie: zwiedzanie parowozowni i podglądanie pracowników przy pracy; po wjeździe lokomotywy (zawsze sprawdź aktualną godzinę w rozkładzie) – oglądanie procesu przygotowania lokomotywy do dalszej jazdy; obiadokolacja w Wolsztynie.

2. Sobota: zwiedzanie Wolsztyna do ok. godz. 13 – park miejski, spacer nad jeziorem,  "drzewo z diabłami", drewniane kładki w parku, molo, Muzeum Marcina Rożka, rynek z ratuszem, Muzeum Roberta Kocha; potem do ok. godz. 14-15 zwiedzanie Skansenu Budownictwa Ludowego Zachodniej Wielkopolski w Wolsztynie; obiad w Wolsztynie do ok. godz. 16. Przejazd do Kościana (około godzina drogi) i spacer po mieście – bulwary nad Obrą, ratusz, centrum; obiadokolacja w Kościanie; wieczorem ściana wspinaczkowa i obserwatorium astronomiczne w wieży ciśnień w Kościanie (wcześniej zadzwoń i zarezerwuj ściankę wspinaczkową oraz dowiedz się, czy będą nocne obserwacje nieba i o której godzinie).

3. Niedziela: zwiedzanie wiatraków w Muzeum Młynarstwa i Rolnictwa w Osiecznej od 10.00 do ok. godz. 12 (zakończone kawą i ciastem w kawiarence); przejazd do Rydzyny (ok. 20 minut) i tam zwiedzanie sal w zamku do ok. godz. 13.30 (wcześniej zadzwoń do zamku i upewnij się, czy nie ma żadnych wydarzeń i czy możesz zwiedzać sale) – przejście lub przejazd do centrum Rydzyny, żeby zobaczyć ratusz, figurę Św. Trójcy i kamienice; przejazd do Leszna (ok. 10 min) i spacer po mieście – kościoły, synagoga, rynek z ratuszem, szlak murali. Obiadokolacja w Lesznie i powrót do domu.

I jak podoba Ci się taki plan? Przeczytaj uważnie wskazówki praktyczne poniżej, bo o niektóre miejsca warto dopytać się wcześniej telefonicznie lub zarezerwować wizytę, np. jeśli będziesz chciał powspinać się na ściankach w Kościanie lub pójść na nocny seans nieba. Koniecznie sprawdź też rozkłady jazdy parowych pociągów, bo tylko o niektórych godzinach zobaczysz najciekawszą atrakcję „obrządzania” lokomotywy. O szczegółach poczytasz przy konkretnych wycieczkach poniżej. Gotowy do drogi?

W Grodzisku Wielkopolskim poznaj legendę o ojcu Bernardzie

Grodzisk Wielkopolski to miasto z browarniczymi tradycjami. Podobno piwo było tu tak dobre dzięki wodzie Grodziskiej, którą mieszkańcy wydobywali spod ziemi z kilku ujęć. Jedno z nich wypływało w centrum Starego Rynku. Dziś jedyny ślad, jaki po nim pozostał, to studnia, nad którą zbudowano dekoracyjną, drewnianą altanę. Gdy wejdziesz na rynek z ratuszem, od razu ją zauważysz. Koło studni kroczy postać mnicha. To ojciec Bernard, o którym w Grodzisku opowiadają sobie znaną legendę:

Legenda o ojcu Bernardzie:

- Ludzie, a czego wy tak tu nad studnią stoicie, ręce załamując i włos sobie rwąc z głowy?
- Ojcze Bernardzie najświętszy! Studnia nam wyschła była zupełnie - ta, co z niej żeśmy wodę do browaru czerpali. Browar nasz znany w regionie utrzymywał nas i nasze rodziny – cóż my teraz bez środków do życia poczniemy?
- Nie smućcie się. Uklęknijmy i do Boga się pomódlmy, żeby zlitował się i studnię obfitością wody na powrót napełnił.
Po czym uklękli wszyscy z ojcem Bernardem na czele, a ten oddał się żarliwej modlitwie i studnię z całą mocą pobłogosławił. Wtem zobaczyli zgromadzeni mieszkańcy, że dno studni wpierw łagodnie wodą nasączać się zaczęło, a już po chwili łagodna twarz ojca Bernarda w lustrze wody się odbiła uśmiechając się szczerze.
- Panowie, nie czekajmy, lećmy do browaru piwo warzyć, gdyż i tak czasu sporo już zmarnowaliśmy! – wykrzyknął ktoś z tłumu.
Jakież było zdziwienie piwowarów gdy się okazało, że woda lepsza była niż wcześniej i piwo jak nigdy dobre im wyszło. Wdzięczni mieszkańcy na pamiątkę tamtego wydarzenia co roku do Lubinia, gdzie mieszkał ojciec Bernard, beczkę piwa posyłali.
Legendę opracowano na podstawie ulotki wydanej przez Urząd Miejski w Grodzisku Wielkopolskim

Dziś w Grodzisku Wielkopolskim nie wydobywa się już wody, a „Piwo z Grodziska” produkuje się jedynie w małym browarze przy ul. Poznańskiej. Niestety nie można go swobodnie zwiedzać (jest to możliwe tylko raz w roku podczas Grodziskiego Piwobrania).

Kiedyś w mieście funkcjonowało tak wiele browarów, że Antoni Thum - austriacki mistrz piwowarski - którego pomnik zobaczysz po drodze, utworzył konsorcjum Zjednoczone Browary Grodziskie. Jeśli zapytasz miejscowych o drogę, dotrzesz do starego, nieczynnego już Browaru Grodzisk. Stary szyld i brama z inicjałami robią smutne wrażenie, ale być może jeszcze kiedyś to miejsce odzyska swój dawny blask?

Co jeszcze warto zobaczyć w Grodzisku Wielkopolskim?

Zobacz Kościół pw. Św. Jadwigi Śląskiej, na którego szczycie stoi figura Św. Floriana. Zanim figura Św. Floriana zajęła to zaszczytne miejsce, pełniła rolę pachołka, który stał przed pałacem właścicieli Grodziska – Opaleńskich. Stał i trzymał w ręce ich herb. Dopiero potem uznano, że figura bardzo przypomina rycerza św. Floriana, który gasi pożar, i podniesiono jej godność umieszczając na szczycie fary. To jednak nie uchroniło całkowicie świątyni i wiernych. W 1752 roku uderzył w nią piorun i zabił jedną z kilku osób znajdujących się na dachu. Co tam robiły w czasie burzy? Starodawnym zwyczajem biły w dzwony wierząc, że w ten sposób odpędzą chmury...

Ze Starego Rynku przejdź na deptak na ulicę Szeroką, a stamtąd prosto na Nowy Rynek, gdzie stoi kościół pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa. Do 1945 r. była to świątynia ewangelicka. Wygląda tak, jakby ktoś zbudował ją w poprzek. Stąd po wejściu ma się wrażenie, że ołtarz jest bardzo blisko. Przed kościołem stoi pomnik Powstańca Wielkopolskiego.
Pamięć o Powstaniu Wielkopolskim jest w Wielkopolsce bardzo żywa. Gdy po I wojnie światowej władcy zwycięskich państw toczyli dyskusje o nowym kształcie granic, Wielkopolanie chwycili za broń i sami odebrali z rąk pruskich władzę nad swoimi miastami. Dzięki tej bohaterskiej postawie z 1918 i 1919 roku Wielkopolska w okresie międzywojennym powróciła do Polski.

Gdy ulicą Szeroką będziesz przechodzić koło Gminnego Centrum Informacji Turystycznej sprawdź, czy jest otwarte. Dostaniesz tam zestaw ulotek po Grodzisku Wielkopolskim. Opowiedzą Ci one jeszcze więcej o mieście i – jeśli starczy Ci czasu - poprowadzą w kolejne miejsca – do barokowego kościoła pobernardyńskiego, do Parku Miejskiego, czy do Centrum Ekologiczno-Edukacyjnego „Pod Chmurką”, gdzie zobaczysz przeniesiony młyn wietrzny i Sad Młynarza.



W Rakoniewicach usiądź za sterami wozu strażackiego

Rakoniewice to miasto, które od wieków igra z ogniem. Kiedyś podczas wielkiego pożaru spłonęły prawie wszystkie niskie, urocze, podcieniowe domy, które otaczały olbrzymi rynek. Zostały tylko 4, które dziś nienaturalnie kontrastują z nowszą zabudową miasta.

Pośrodku rynku stoi fontanna. Po jej obu stronach postacie strażaka i strażaczki wlewają z węża wodę do środka. Te figury stanęły tu już po tym, jak w pobliskim poewangelickim kościele urządzono Wielkopolskie Muzeum Pożarnictwa. Uznano, że skoro ogień na trwałe wpisał się w historię miasta, to ta dwójka będzie tu jak najbardziej na miejscu. Choć podobno wśród mieszkańców krążyły różne opinie.



Jak prezentują się sikawki w poewangelickim kościele?

Zorganizowanie muzeum pożarnictwa w dawnym kościele to pomysł o tyle ciekawy, co praktyczny. Gdyby nie muzeum, kościół prawdopodobnie popadłby w ruinę. Gdyby nie kościół, muzeum nie miałoby tak unikatowego miejsca do prezentowania konnych sikawek, mundurów i strażackiego sprzętu. Co ciekawe prawie wszystkie eksponaty – i te małe i te całkiem duże i kosztowne, pochodzą od darczyńców. Czyni to wystawę jeszcze bardziej wartościową.

W Wielkopolskim Muzeum Pożarnictwa sprawdzisz jak ciężko trzeba było się napracować żeby za pomocą sikawki pompować wodę, jak głośna jest syrena strażacka i jak wygodne są dzisiejsze strażackie hełmy. W olbrzymim garażu padniesz z wrażenia, gdy zobaczysz te wszystkie bojowe wozy strażackie, które odpoczywają tu po zakończeniu służby. Są wśród nich dwa Chevrolety z 1927 roku, Bedford drabina z 1954 roku, Star 20 z 1953 roku i dwa Magirusy. Pasjonaci będą zachwyceni!

Na podwórku muzeum stoi kopia "wozu Drzymały". Wielkopolski chłop spod Rakoniewic, Michał Drzymała, w okresie germanizacji, dostał od pruskich władz zakaz budowy domu na swojej działce. Żeby uciec przed drastycznymi przepisami, zamieszkał z rodziną w wozie cyrkowym, który codziennie przesuwał o kilka metrów. W ten sposób oszukał pruskie władze i został symbolem walki o polskość pod zaborami.



Niezwykła multimedialna wystawa z symulatorem wozu strażackiego, pożaru lasu i pokoju!

Najbardziej spodobała mi się multimedialna wystawa o tym, do czego może doprowadzić ogień. Przeszedł mnie dreszcz, gdy weszłam do zaaranżowanego mieszkania po pożarze. Na co dzień człowiek nie myśli o tym, co się może wydarzyć, gdy zostawi włączone żelazko, niedokręcony gaz od kuchenki lub – co najgorsze – zaśnie po alkoholu z papierosem w ręku. Widok zwęglonego stołu, spalonej kanapy i stopionych dziecięcych zabawek porozrzucanych przed tym, co zostało z łóżeczka, sprawia, że czterokrotnie sprawdzi się wszystko przed wyjściem z domu. Na filmach pokazano też w bardzo sugestywny sposób jakim żywiołem jest lawa ognia, i że jest to zjawisko, które nie zna litości. A szybkość jego rozprzestrzeniania się po suchym lesie można porównać do szybkości sprintera na torze. Z tym, że przed pożarem często nie ma ucieczki.

Duże wrażenie zrobił na mnie symulator jazdy wozem strażackim. Zdałam sobie wtedy sprawę, jak musi się czuć pędząca do pożaru drużyna, której drogę zagradzają samochody osobowe i ludzie przebiegający tuż przed maską. Od tamtej pory mam ochotę krzyczeć: Ludzie! Używajcie wyobraźni!
Na wystawę multimedialną obowiązuje osobny bilet wstępu. Niedziela jest dniem darmowym dla osób zwiedzających indywidualnie. W poniedziałek muzeum jest nieczynne. Zanim jednak pojedziesz do muzeum sprawdź dokładnie na ich stronie internetowej kiedy jest otwarte i potwierdź informacje o biletach, bo ich ceny mogą się zmieniać w czasie.



W Wolsztynie zobacz jak szykuje się parowozy do dalszej drogi

Wolsztyn to jedyne takie miejsce w Europie, gdzie trzy parowe lokomotywy jeżdżą według normalnego rozkładu jazdy po normalnym torze z szerokim rozstawem! Czujesz to? Jedyne Takie w Europie! Mieszkańcy Wolsztyna mogą pociągiem z parową lokomotywą dojeżdżać codziennie do pracy. W Parowozowni Wolsztyn po każdej trasie taką lokomotywę trzeba przygotować do dalszej drogi, a ten proces można oglądać na żywo. Dlatego wycieczkę do Wolsztyna zaplanuj sobie bardzo dokładnie, bo jeśli się zagapisz, ominie Cię największa atrakcja.

Żeby zobaczyć, co trzeba zrobić, aby parowa lokomotywa wyjechała w dalszą trasę (w Wolsztynie mówią na to "obrządzanie"), musisz sprawdzić w rozkładzie jazdy, o której dokładnie godzinie parowóz wraca z trasy do Wolsztyna. Godziny w rozkładzie mogą się zmieniać, dlatego zawsze przed planowaniem tej wycieczki sprawdź tutaj aktualne przyjazdy do Wolsztyna. Bardzo ważne jest, aby o tej godzinie być w Parowozowni Wolsztyn punktualnie, bo tylko wtedy zobaczysz cały proces „obrządzania”.

Najlepiej zaplanować to sobie w roboczy dzień tygodnia (stąd nasza propozycja na piątek), bo wtedy oprócz procesu "obrządzania" zobaczysz też przy pracy specjalistów pracujących w warsztatach. To prawdziwi fachowcy w dziedzinie naprawiania elementów i układów, dzięki którym parowozy mogą żyć i pracować. Parowozownia Wolsztyn to nie tylko muzeum, to także działający zakład, który jako turysta możesz podglądać na żywo.
Co to jest obrządzanie?
O to, czym jest obrządzanie parowej lokomotywy zapytaliśmy Anię Ciesielską, specjalistkę ds. promocyjno-muzealnych z Parowozowni Wolsztyn:

Kasia: Gdy lokomotywa wjeżdża na kanał, to ją trzeba "obrządzić" i to jest zestaw czynności, które umożliwiają jej potem znowu wyjazd na trasę. Jak to "obrządzanie" wygląda?
Ania: Po każdej trasie parowóz musi zjechać na kanał oczystkowy, gdzie jest przygotowywany do kolejnej podróży. Najważniejsze są tutaj trzy etapy: pierwszy to jest szlakowanie, czyli wysypywanie popiołu (tzw. szlaki) z popielnika. Drugim etapem jest wodowanie, czyli uzupełnianie wody w tendrze parowozu. Trzeci etap to jest węglowanie, czyli uzupełnianie zapasu węgla, dzięki dźwigom węglującym. Węgiel trafia z zasieków do wagoników, w których jest transportowany nad tender i tam zostaje wysypany.
Kasia: Co to jest tender?
Ania: Tender to jest taki duży wagon na lokomotywie, do którego wlewa się wodę i wsypuje węgiel, dołączony do lokomotywy. Jest to osobna część, bez której parowóz nie byłby w stanie daleko zajechać.
Kasia: Widziałam, że przy szlakowaniu, oprócz wysypywania popiołu, pan wlewał jeszcze wodę takim długim wężem...
Ania: Tak, ponieważ szlaka jest bardzo gorąca, to jest taki żarzący się popiół i trzeba go zalać wodą, żeby się ostudził.


W hali wachlarzowej odwiedź „Piękną Helenę”, a w sali muzealnej – zobacz makietę parowozowni

W oczekiwaniu na pociąg z parową lokomotywą zobacz wachlarzową halę postojową, w której skrywa się "Piękna Helena". To najszybsza lokomotywa ze wszystkich swoich koleżanek, która imię odziedziczyła częściowo po żonie maszynisty, a częściowo po mitologicznej Helenie, córce Zeusa. Jej jedyna siostra bliźniaczka otrzymała na światowej wystawie w Paryżu złoty medal za nowatorski wygląd i opływową otulinę. Niestety nie przetrwała wojny. „Piękna Helena” została jedynaczką.

Na końcu wejdź do sali muzealnej z kolejowymi lampami naftowymi, urządzeniami sygnalizującymi oraz makietą stacji Wolsztyn. Zobacz też działającą wieżę wodną i obrotnicę, która kieruje lokomotywy do hali. Uprosiliśmy gospodarzy, aby ją dla nas włączyli i przekonaliśmy się, że działa znakomicie kręcąc się dookoła.
W majowy weekend szykuje się w parowozowni wyjątkowa atrakcja - Parada Parowozów, w czasie której, niczym modelki na wybiegu, zaprezentują się lokomotywy z całego świata. Szkoda, że nie damy rady przyjechać w tym roku na to głośne wydarzenie.

Zwiedzanie z przewodnikiem dostępne jest niestety tylko dla grup zorganizowanych od 15 do 50 osób. Turyści indywidualni poruszają się po terenie parowozowni samodzielnie wyposażeni w ulotkę z mapką i opisem wszystkich atrakcji. Koniecznie trzeba pilnować godziny przyjazdu parowozu, żeby zobaczyć "obrządzanie"! Parowozownia czynna jest codziennie od 7 rano do godz. 15.00, ale każdorazowo przed przyjazdem sprawdź na stronie internetowej parowozowni, czy godziny otwarcia są aktualne. Możesz też zaplanować sobie przejazd takim pociągiem z parową lokomotywą.

Zwiedzając Parowozownię Wolsztyn musisz się przygotować na to, że możesz się pobrudzić. To normalny zakład pracy, więc sadza i brud są jak najbardziej autentyczne. Przekonał się o tym Maciej, który kręcąc filmy już po kilku minutach miał umorusane spodnie.



Co jeszcze warto zobaczyć w Wolsztynie?

Większość turystów – w tym dotąd my – kojarzy Wolsztyn jedynie z parowozownią. Co tu się dziwić? W końcu to jedyne takie miejsce w Europie! Jak dobrze, że Jacek zapoznał nas z Kasią, która pokazała nam, że Wolsztyn to też miasto z postaciami Michała Rożka i Roberta Kocha oraz niewielkim skansenem, który prezentuje wielkopolskie chaty olęderskie oraz wiatrak-koźlak, który czekał na swoje nowe śmigi.
Marcin Rożek - przystojny facet jeśli wierzyć zdjęciom. Do tego utalentowany i pracowity. Światowiec – studiował w Berlinie, Monachium i Paryżu, a po powrocie do Polski współtworzył w Poznaniu Szkołę Sztuk Zdobniczych (późniejszą Akademię Sztuk Pięknych, obecnie Uniwersytet Artystyczny). Niestety nasz bohater zginął w Oświęcimiu, gdzie trafił za to, że odmówił wykonania rzeźby popiersia Hitlera.

Doktor Robert Koch - niemiecki lekarz, który praktykował m.in. w Wolsztynie i Rakoniewicach. Dzięki niemu wiemy, że istnieje coś takiego jak zarazek wąglika oraz potrafimy bronić się przed gruźlicą. Za odkrycie prątków gruźlicy Koch otrzymał w 1905 roku Nagrodę Nobla.

Spacer po Wolsztynie warto zacząć od parku miejskiego położonego nad Jeziorem Wolsztyńskim. Moją uwagę zwrócił tam przede wszystkim pałac, który aktualnie niestety jest zamknięty i czeka na nowego dzierżawcę. Wcześniej był tu hotel, a jeszcze wcześniej, przed wojną, opiekowali się nim jego właściciele – rodzina Mycielskich. To co aktualnie zobaczysz to rekonstrukcja, bo po 1945 roku spalony pałac straszył sterczącymi kikutami nagich ścian.

Idź dalej ścieżką nad brzegiem jeziora, przez położone u jego skraju drewniane kładki, aż na sztucznie usypane molo, gdzie na ławeczkach w ciepłe dni gromadzą się mieszkańcy, żeby podyskutować o aktualnych sprawach i wymienić się ploteczkami.



W Skansenie w Wolsztynie wejdź do wiatraka-koźlaka

Po takim spacerze, wizycie w dwóch muzeach i obejrzeniu rynku z olbrzymim ratuszem, pozostaje już tylko przejść się na drugą stronę jeziora do Skansenu Budownictwa Ludowego Zachodniej Wielkopolski. To miejsce, gdzie czas płynie wolniej. Spokojnym krokiem pospacerujesz po niewielkim terenie, zajdziesz do karczmy i do kuźni, a Twoje dzieciaki z zachwytem będą przez szczebelki płotu wciskać trawę kozom i owcom.

Kiedy tak chodziłam i zaglądałam do chat w skansenie doszłam do wniosku, że w sumie w naszych domach przez setki lat niewiele się zmieniło. Tak jak kiedyś stoi tu łóżko, krzesło i stół, leżą poduszki, wiszą obrazy, a w kuchni rządzą drewniane sprzęty. Tylko technologia jest trochę nowsza. Ale skoro kiedyś posługiwano się kwyrlejką, to dochodzę do wniosku, że dziś nie wymyślamy nic nowego pod słońcem.

Na końcu stoi wiatrak-koźlak, który w czasie naszej wizyty czekał akurat na nowe śmigi, wymieniane mu średnio co 10 lat. Nazwa wiatraka wzięła się stąd, że cała jego konstrukcja osadzona jest na wielkim, drewnianym koźle. Ta konstrukcja jest ruchoma, co oznacza, że całym wiatrakiem można obracać tak, aby ustawić jego śmigi do wiatru. Wymyślono nawet specjalne urządzenie do takiego obracania – nazywa się baba. Do całego procesu potrzebny jest też olbrzymi dyszel. Razem z kolegami ze skansenu oraz Jackiem – naszym przewodnikiem, bez pomocy baby, spróbowaliśmy obrócić wiatrak pchając jego dyszel. Jeśli jesteś ciekaw, czy nam się to udało, koniecznie zobacz ten film:
Dobra wiadomość jest taka, że skansen jest czynny przez cały rok, ale poza sezonem (listopad-marzec) tylko od wtorku do piątku od 10 do 14. W sezonie czynny od wtorku do soboty w godz. 9.00-17.00, a w niedzielę od godz. 12.00 do godz. 17.00. Kiedy będziesz wybierać się do skansenu zawsze sprawdź na jego stronie internetowej, czy dni i godziny otwarcia są aktualne. W poniedziałek skansen jest zamknięty.



W Kościanie pospaceruj bulwarami nad Obrą

W Kościanie wybraliśmy się na spacer po bulwarach nad rzeką Obrą. Odniosłam wrażenie, że zrewitalizowany brzeg kanału Obry to bardzo popularne miejsce na popołudniowy odpoczynek. W miejscu, gdzie mieszkańcy siadają na drewnianej okrągłej ławce, kanał Obry robi łuk. Podobno patrząc z lotu ptaka wygląda to tak, jakby najstarszą część miasta otaczała wstęga w kształcie serca. W takim romantycznym nastroju zaczęliśmy poznawać miasto, jego historię i największe ciekawostki.

Najbardziej intrygowało mnie w Kościanie, skąd wzięła się taka dziwna nazwa miasta. Jacek – nasz przewodnik po Kościanie – wyjaśnił, że prawdopodobnie pochodzi od rośliny – koszczki. Rety, to się nawet ciężko wymawia. Na szczęście da się to powiedzieć prościej, bo koszczka, to inaczej skrzyp polny, a żeby w mieście można było znaleźć nawiązanie do tej nazwy, planowane jest posadzenie owej koszczki przed miejskim ratuszem. Ratuszem, spod którego rozpoczęliśmy naszą wycieczkę.

Dariusz, dyrektor muzeum, w pigułce opowiedział nam historię miasta. Najbardziej zapadła mi w pamięć tragiczna historia przypadkowego podpalenia stodoły, od której zajęła się chałupa, a od niej następna i kolejna, aż w końcu w ogniu stanęło całe miasto. I cóż miał począć ów biedny joannita Tomasz, który stał się przyczyną nieszczęścia? Swej pierdołowatości o mało nie przypłacił życiem, które chcieli mu odebrać wściekli mieszkańcy. Nic by to jednak nie dało, bo spalone miasto odbudowywało się całymi latami.



WOW! Jedyna taka wieża ciśnień - ze ścianką wspinaczkową i obrotowym obserwatorium gwiazd!

Współczesny Kościan to już zupełnie inna historia. Największą tutaj atrakcją jest wieża ciśnień z 1908 r., zbudowana na wzór londyńskiego Tower Bridge. To wyjątkowa wieża – jedyna taka w Polsce. Kiedy wejdziesz do środka i spojrzysz w górę, zobaczysz sięgającą 18 metrów nad Twoją głową ścianę wspinaczkową. Ciągnie się do samego sufitu. Obok niej oraz na półpiętrach czekają jeszcze mniejsze ściany i ścianki.

Rafał powiedział nam, że będziemy się wspinać do gwiazd i zademonstrował jak to się robi. My jednak wybraliśmy schody, którymi doszliśmy do obserwatorium astronomicznego. Ściana wspinaczkowa i obserwatorium w jednej wieży ciśnień? To niesamowite! Czegoś takiego w Polsce jeszcze nie widzieliśmy! Jeśli chcesz się powspinać, zarezerwuj wcześniej ściankę. Na stronie internetowej wieży widać kalendarz rezerwacji oraz numer telefonu, pod który trzeba dzwonić. Na ścianki wspinać się można aż do godz. 22, dlatego możesz przyjechać do Kościana nawet wieczorem.

Nad ścianką wspinaczkową wznosi się wielki, dawny, metalowy zbiornik na wodę. Wycięto w nim specjalne przejście krętymi schodami do sali z komputerami, do której mieszkańcy przychodzą na obserwacje nieba i wykłady astronomiczne. Gdyby wspiąć się jeszcze wyżej - można się wdrapać do małego pomieszczenia z teleskopem. Tam turystów jednak nie wpuszczają, bo jest za małe. Żeby teleskop mógł śledzić niebo, nie tylko zrobiono olbrzymie okno, ale także obrotowy dach! Prawie zakręciło nam się w głowie, gdy staliśmy w miejscu, a za oknem dachu widzieliśmy przesuwającą się panoramę Kościana.

Jeśli będziesz mieć ochotę, a wieczorne niebo będzie akurat bezchmurne, po spacerze po mieście, będziesz mógł wrócić tu na seans astronomiczny. Warto też śledzić stronę internetową obserwatorium, bo czasami astronom robi tu dla widzów wykłady o niebie. Szkoda, że nie trafiliśmy tu, kiedy można ich posłuchać.



W Osiecznej wejdź do środka wiatraka

Wielkopolska była kiedyś wiatracznym zagłębiem Polski, a do dziś działa tu szlak wiatraków, choć mapę tego szlaku trudno jest już dostać. Podobno kiedyś na 17 tysięcy wiatraków w całej Polsce, aż 14 tysięcy przypadało na Wielkopolskę.

W Osiecznej, w Muzeum Młynarstwa i Rolnictwa, do którego Cię teraz zabieram, ocalały 3 wiatraki-koźlaki. Stoją koło siebie niczym bracia. Mają swoje imiona, duszę i historię. Opiekują się nimi pan Jarosław z panią Ewą, którzy założyli tu muzeum i odrestaurowali te cuda techniki.

Wszystkie wiatraki w Osiecznej pochodzą z XVIII wieku, a każdy z nich stoi w miejscu, w którym go pierwotnie zbudowano. Jeśli tylko będzie na miejscu, Pan Jarosław oprowadzi Cię po skansenie i pokaże, co wiatraki mają w środku. Wytłumaczy też na jakiej zasadzie działa wiatrak, jakie umiejętności oprócz mielenia zboża na mąkę musiał posiadać młynarz, a na koniec zapewni, że wszystkie urządzenia w jego wiatrakach są sprawne. Oprócz wiatraków w skansenie zobaczysz też replikę młyna wodnego z XVII wieku oraz konstrukcję kozła, na którym już niedługo stanie kolejny wiatrak.

Osieczna to wyjątkowo przyjazne dla turystów miejsce. Po zwiedzaniu napijesz się pysznej kawy, którą podaje pani Ewa w swojej kawiarence. Gospodyni ugości Cię też ciastem i opowieściami o życiu skansenu. Między innymi o corocznej imprezie rekonstrukcyjnej "Bitwa pod wiatrakami", która rozegrała się w czasie Powstania Wielkopolskiego 11 stycznia 1919 r. Pamięć o tych wydarzeniach cały czas tu żyje.

Zabytkowe Wiatraki w Osiecznej w sezonie (maj-wrzesień) można oglądać codziennie od godz. 10.00 do godz. 17.00, a poza sezonem turysta indywidualny może tu przyjechać w weekendy (10.00-16.00). Grupy mogą zwiedzać codziennie przez cały rok, ale muszą się wcześniej zapowiedzieć choćby dlatego, żeby pani Ewa zdążyła upiec dużo ciasta ;)



W Rydzynie sprawdź jak wygląda barokowe miasto

Gdy wjeżdża się do Rydzyny, to robi się takie: „łał!”. Człowiek staje naprzeciwko kolumny z figurą Trójcy Świętej, rozgląda się po ryneczku i ma wrażenie, że przeniósł się w czasie do innej epoki.

Ta epoka to barok i z tego czasu pochodzi niemal cała zabudowa i układ miasteczka. A ta intrygująca rzeźba Trójcy Świętej przed samym ratuszem przypomina historię o epidemii dżumy, która w 1709 roku nawiedziła miasto dziesiątkując mieszkańców. Wystarczy rzut oka na to niezwykłe miejsce, żeby zrozumieć, dlaczego Rydzyna jako założenie rezydencjalno-urbanistyczne została uznana za Pomnik Historii: "Jest jednym z najwybitniejszych i najlepiej zachowanych zespołów urbanistycznych tego typu w Polsce."



Wejdź do sal największego zamku w Wielkopolsce

Z rydzyńskiego rynku ulice rozchodzą się promieniście. Jedna z nich – Zamkowa – prowadzi prosto na okazały zamek, który – hurra! – można zwiedzać! Wikipedia twierdzi, że rydzyński zamek jest największy w całej Wielkopolsce.

Na tym zamku przez kilka lat rezydował sam król Polski - Stanisław Leszczyński. Potem rodzina Leszczyńskich sprzedała posiadłość rodzinie Sułkowskich. Jedni i drudzy hojnie wydawali pieniądze na rozbudowę i ozdabianie zamku. Zamek miał fascynującą, ale i tragiczną historię. W 1945 roku „wyzwoleńcza” armia radziecka spaliła go za to, że w czasie wojny służył za szkołę dla Hitlerjugend. Świadkowie mówią, że zamek płonął kilka dni i zakazano go gasić.

Na zdjęciach na wystawie zobaczysz ruiny, które pozostały po pięknej budowli. Wszystko co dzisiaj widzisz na zamku, to rekonstrukcja z lat 70. i 80. ubiegłego wieku kiedy to zamkiem zaopiekowało się Stowarzyszenie Inżynierów i Techników Mechaników Polskich. A jest tam co podziwiać!

Na ścianach i sufitach zamkowych sal, z niezwykłą dokładnością odtworzono sztukaterie i płaskorzeźby, których wzory ocalały na zdjęciach. Najbardziej spodobała się nam Sala Morska pokazująca podwodne królestwo Posejdona. Wchodząc do niej miało się wrażenie, jakby wkraczało się do olbrzymiego akwarium. Najwspanialsze ozdoby miała na suficie i to dla nich Maciej w pełni się poświęcił, kładąc się z aparatem na podłodze, aby ująć te dzieła sztuki w spójny kadr.

Kolejne zaskoczenie czekało nas w wielkiej na 250 m2 Sali balowej. Wyobrażasz ją sobie? Większość ludzi nie ma dziś nawet takich mieszkań! A tam, oprócz olbrzymich okien, kolumn i płaskorzeźb, na całym suficie prezentuje się iluzjonistyczne malowidło dające takie wrażenie, jakby cały obraz wychodził poza sklepienie. Ten obraz pełen jest alegorii, ale w jego centralnej części, na olbrzymim baldachimowym łożu, leży książę Sułkowski ze swoją świeżo poślubioną żoną, oraz tą poprzednią, która zmarła krótko po przeprowadzce do Rydzyny.
Na zamku w Rydzynie zwiedza się kilka najbardziej reprezentacyjnych sal. Żeby to zrobić trzeba podejść do recepcji i kupić bilet. Jeśli akurat nie będzie przewodnika, to po wykupieniu biletu zwiedza się sale z wydrukowanym na kartce A4 informatorem. Trzeba jednak wcześniej zadzwonić do zamku i zapytać, czy sale nie są akurat zarezerwowane na jakieś wydarzenie lub imprezę, ponieważ zamek funkcjonuje przede wszystkim jako hotel i restauracja i wykorzystuje te wnętrza do swojej działalności.



W Lesznie poszukaj śladów Stanisława Leszczyńskiego

Rydzynę i Leszno łączy osoba króla Stanisława Leszczyńskiego i jego rodziny. Leszczyńscy chcieli, żeby Leszno – ich rodowe gniazdo – było jednocześnie perłą w koronie ich dóbr. I robili wszystko, żeby ten plan urzeczywistnić. Ślady Leszczyńskich znajdzie się bardziej w charakterze miasta, niż na tablicach czy pomnikach. To dzięki ich staraniom Leszno otrzymało w XVI wieku prawa miejskie i rozwijało się wspaniale jako miasto różnorodne i tolerancyjne.
Król Stanisław Leszczyński
Sama postać króla Stanisława Leszczyńskiego budzi wśród historyków mieszane uczucia. Głównie dlatego, że mówi się o nim, iż był to król niesamodzielny, który zdobył władzę w Polsce dzięki szwedzkiemu królowi Karolowi XII, który kierował jego decyzjami i działaniami. Po koronę polską Stanisław sięgał dwa razy, ale żaden z tych okresów nie uczynił go ani znanym ani lubianym królem. Tymczasem prywatnie był to człowiek wychowany w duchu tolerancji, inteligentny i światły. Te jego cechy bardziej doceniono jednak dopiero we Francji, gdzie osiadł na stare lata jako teść francuskiego króla Ludwika XV, za którego niespodziewanie wyszła jego ukochana, jedyna córka Maria. To w swoim księstwie Lotaryngii i Baru wprowadzał w życie śmiałe idee państwa przyjaznego, opiekuńczego i służącego mieszkańcom. To tam zmarł od oparzeń, jakich doznał, gdy zapłonęło na nim ubranie, gdy pochylił się nad kominkiem, żeby zapalić od niego fajkę. W Polsce wydaje się królem zapomnianym. Jedyny jego skromny pomnik widzieliśmy w Rydzynie w parku koło zamku. W Lesznie nie widzieliśmy żadnego.

Poznaj wielokulturowe Leszno – żydowskie, ewangelickie, katolickie

Spacer ulicami Leszna zaprowadzi Cię na rynek, pośrodku którego stoi jeden z najpiękniejszych ratuszy w Wielkopolsce. Smukły, strzelisty, proporcjonalny. Gdybyś chciał dowiedzieć się o nim nieco więcej, poszukaj na jego elewacji tabliczki informacyjnej z QR-kodem. Po jego zeskanowaniu przeniesiesz się do bazy wiedzy na temat ratusza oraz zdjęć pokazujących jego zakamarki. To samo dotyczy niektórych kamienic, które rozłożyły się wokół rynku. Tylko kilka z nich pamięta XVII wiek, bo większość spłonęła w wielkim pożarze, który spalił Leszno w 1790 roku.

Leszno od wieków było miastem wielokulturowym i tolerancyjnym. Żydzi na przykład, inaczej niż w innych polskich miastach, mogli się tu osiedlać na Starym Mieście, w pobliżu królewskiej rezydencji. Do dziś dawna synagoga stoi niedaleko Pałacu Sułkowskich, dawnych właścicieli miasta. W tej synagodze można dziś obejrzeć galerię sztuki Muzeum Okręgowego. Kiedyś była to główna świątynia najważniejszej gminy żydowskiej w Wielkopolsce w XVIII w.

Idąc od Placu Metziga do kościoła Św. Krzyża i dalej do kościoła Św. Mikołaja i kościoła Św. Jana Chrzciciela z naszą przewodniczką panią Marią rozmawialiśmy o tym, że kiedyś te świątynie należały do różnych wyznań: ewangelików, braci czeskich, katolików. Przy kościele Św. Krzyża do dziś zachowało się wspaniałe, bogate lapidarium pełne protestanckich tablic nagrobnych i obelisków. Król Stanisław Leszczyński, sam bardzo religijny, tworzył dla innych wyznań bardzo dobre warunki do życia i modlitwy. Dlatego zarówno protestanci, jak i Żydzi (obie grupy stanowiły kiedyś w Lesznie większości religijne) wiedli tu spokojne życie, przyczyniając się do rozwoju intelektualnego i dobrobytu miasta. Z ich wkładu czerpiemy do dziś, często nawet o tym nie wiedząc.



Sprawdź czy spodobają Ci się leszczyńskie murale

Leszno posiada też własny szlak murali, dlatego jeśli wolisz je od historycznych zabytków, to sięgnij po mapę leszczyńskich murali. Nam najbardziej spodobał się pikselowy mural przedstawiający Stanisława Grochowiaka - leszczyńskiego poetę, którego pomnik stoi także przy Placu Metziga. Wrażenie zrobił też na nas mural byka z serii "Znaki zodiaku", który w Lesznie nawiązuje do tura w herbie.

Ale muszę też szczerze wyznać, że nie widzieliśmy wszystkich murali, których dzisiaj jest już w Lesznie ponad 20. W ich zwiedzaniu pomoże Ci ulotka z mapą, którą dostaniesz w informacji turystycznej.
Jeśli przyjedziesz do Leszna od poniedziałku do soboty, to idź do Centrum Informacji Turystycznej przy ul. Słowiańskiej 24, gdzie otrzymasz ulotki ze szlakami spacerów po mieście. Niestety w niedzielę Centrum jest nieczynne. Na szczęście ulotki pobierzesz w plikach PDF ze strony urzędu miasta - a tutaj ulotkę z muralami.

Leszno ma jeszcze wiele nieodkrytych przez nas historii. Leo Beck, Jan Amos Komeński, żużel, który jest tu niemal religią, szybowce i kajaki to postacie i atrakcje, których nie zdążyliśmy już poznać i zobaczyć. Mam nadzieję, że uda nam się jeszcze kiedyś wrócić do Leszna. Ciekawa jestem, co jeszcze byś nam tutaj polecił przy okazji kolejnej wizyty?



Odkrywaj Wielkopolskę Nieoczywistą

Bardzo się cieszę, że ruszyliśmy w drogę odkrywać centralną Polskę. Południowo-zachodnia część Wielkopolski kojarzyć nam się będzie z wiatrakami, parowozownią, Powstaniem Wielkopolskim, barokowym miasteczkiem i królewską rodziną Leszczyńskich.

Będziemy ją też wspominać jako region pełen mądrych, zaradnych i pracowitych ludzi, którzy odcisnęli swój ślad w kulturze, nauce i gospodarce regionu. Fascynujące dla mnie jest to, że choć jeździmy po Polsce już 10 lat, o tych wielkopolskich atrakcjach, historiach i postaciach słyszeliśmy po raz pierwszy. To się nazywa prawdziwe odkrywanie!

 Mam ogromną nadzieję, że to dopiero początek naszej przygody z Wielkopolską. Bardzo byśmy chcieli poznać ją lepiej i przedstawić Ci kolejne sprawdzone pomysły na weekendowe wycieczki. Trzymaj kciuki, żeby Wielkopolska Organizacja Turystyczna dała się namówić na część drugą zwiedzania. Jak możesz pomóc im podjąć taką decyzję? Udostępnij ten przewodnik i fotorelacje z wielkopolskich atrakcji gdzie tylko możesz! Dziękujemy :D


Zastanawiasz się, jak spędzić majówkę w okolicach Poznania? Przygotowałam dla Ciebie wyjątkowy przewodnik po atrakcjach...

Opublikowany przez Ruszaj w Drogę Środa, 24 kwietnia 2019

Poczytaj jeszcze:

Co prawda dopiero zaczynamy naszą przygodę ze środkową Polską, ale mamy już dla Ciebie kilka ciekawych przewodników:
KOLEJNA RELACJA Starszy post

KOMENTARZE

Daj znać co myślisz :) Dodaj komentarz w polu poniżej lub przewiń w dół i skomentuj przez Facebooka.

Ruszaj w Drogę?

Czytasz największy blog podróżniczy o Polsce. Znajdziesz u nas ponad 400 pomysłów na wycieczki i pokażemy Ci gdzie pojechać i co warto zobaczyć w Polsce. Miejsca sprawdzamy i zwiedzamy osobiście. Polecamy spis A-Z ciekawych miejsc i wyszukiwarkę.

KASIA I MACIEJ MARCZEWSCY

Od 10 lat #wDrodze, a od pięciu prowadzimy największy blog podróżniczy o Polsce. Jesteśmy pozytywnie zakręceni na punkcie polskiej turystyki.

KLUB RUSZAJ W DROGĘ!

Prowadzimy prezentacje, warsztaty i spotkania podróżnicze. Opowiadamy o polskich regionach i dzielimy się naszymi pomysłami na podróże po Polsce.

FUNDACJA RUSZAJ W DROGĘ!

Promujemy polską turystykę w Polsce, pomagamy organizacjom turystycznym w dotarciu do nowych turystów i prowadzimy warsztaty branżowe.