Menu

» » »

Hotel jest dla hotelarza najważniejszy. Czy turysta poczuje się w nim jak miły gość?

Typowy Hotelarz* wie, że jego hotel jest najlepszy na świecie. Najpiękniejszy, najwygodniejszy, najdroższy. Zatopiony głęboko w górach tworzy “niepowtarzalny klimat”, “domową atmosferę” i “każdy poczuje się w nim jak u siebie”. Gdyby miał go zareklamować, zaznaczyłby, że hotel posiada basen, saunę i spa, obszerny, ozdobny hol, kontynentalne łóżka w pokojach i stół bilardowy w piwnicy. Nie wspominając o kuchni, która jest “znakomita”, a regionalne dania przyrządza w niej “mistrz kuchni”. Taka oferta na pewno przekona wybrednego turystę, żeby wybrał TEN hotel. Tylko że sądząc po opisie, TEN hotel, to mógłby być KAŻDY inny hotel w DOWOLNYM miejscu w Polsce.

Pokoje hotelowe?

Przychodzi czasem Typowy Hotelarz do blogera i prosi, aby w jego hotelu zanocować i w zamian obwieścić wszem i wobec, jakie to było cudowne doznanie. Czysta pościel w ładne wzorki, łazienka w pokoju w stylu rustykalnym i telewizor na ścianie z satelitą w gratisie. A sam hotel “zatopiony w górach” , “w samym sercu lasu”, ale żeby nie wspominać, że tak naprawdę tkwi “w miejscu zapomnianym przez Boga”. Pomysły na reklamę dwoją się i troją. Wszystko żeby tylko przyjechał do niego turysta, który wspaniałością hotelu mógłby zostać olśniony.

Czym by tu turystę do hotelu mego zwabić?

Powszechnie wiadomo, że gdy zbliża się sezon, Typowy Turysta na „najwspanialszy hotel w okolicy” gorączkowo poluje. Wszak przez najbliższe dwa tygodnie pupę w basenie moczył będzie i objadał się krewetkami. Z zabiegów spa namiętnie korzystał, które tylko przerwa na basen i krewetki mu zakłóci. Ponieważ bohater przez dwa tygodnie z hotelu się nie wychyli, interesuje go tylko miękkie łóżko, bogata oferta programów telewizyjnych oraz szlafrok w fantazyjne wzory, w którym w windzie w drodze na spa i basen bez wstydu pokazać się może.

Jeśli czasu wolnego trochę zostanie, Typowy Turysta na przechadzki po hotelowych korytarzach go poświęci. Wszak kanapy są tu wyjątkowo wygodne, a dzwonek do recepcji dźwięczniejszy niż głos słowika. Droga do hotelowej restauracji usłana różami i owinięta tapetami w najmodniejsze wzory. Meble w szałowym kolorze “dąb sonoma”, którego polecają wszyscy projektanci. I obowiązkowo ogień w kominku, który płonie szczególnie w okresie zimowym.

Chodzi sobie turysta przez tę enklawę szyku, bogactwa i przepychu i zdecydować się nie może na czym oko swe zawiesić, bo rubensowskie kształty spoglądają na niego z każdego obrazu. Już się nie dziwi, bo w ulotce przeczytał, że nad wystrojem tego cuda pracowali najwspanialsi projektanci. Dowiedział się też, że ten wspaniały, wyjątkowy obiekt niczym Feniks z popiołów stanął na ruinach starego, spalonego młyna lub innej papierni.

Typowy Hotelarz już okiem błyska gdyż wie, że niczym muchę na lep, jelenia na złote klamki zwabił. Na dłużej go musi zatrzymać, żeby pieniądze jednym strumieniem we właściwym kierunku płynęły. Niech turysta tu dwa tygodnie, a najlepiej trzy zabawi. Jednodniowy gość problemów tylko przyprawia - pościel pobrudzi, ręcznik zamoczy i jeszcze o zniżkę wykłócał się będzie. Zniżkę, i owszem, dostanie - jak cztery tygodnie w hotelu posiedzi, to jeden nocleg za darmo dostanie. Niech dobre serce Typowego Hotelarza zna. Jak wdzięcznością się odpłaci, to i za rok tu wróci. I może rodzinę większą przywiezie?

Wygody wszelkie ma przecież zapewnione - darmowy voucher na 30 minut w spa i kawa rozpuszczalna w pokoju na powitanie. I jeszcze ręcznik fantazyjnie w zakochane łabędzie zawinięty na łóżku hotelowym się wdzięczy. Pani Jadzia zawijała, artystka nasza. Czegoż turyście może tu brakować?



Po łazience Twojej turyści Cię poznają 

Łazienka w pokoju od bogactwa kipi. Marmury i piaskowce z południa świata przywiezione. A że czasem odpływ w brodziku zapchany? Kto by się prysznicem przejmował, gdy płytki ze szkła murano, z takim trudem zdobyte, wokół lustra bogato ułożone.

Docenić powinien turysta, że woda ciepła z kranu leci, żeby tylko pamiętał, że kurki na odwrót przymocowane. Niebieski kurek odkręca - ciepła woda leci, czerwony - zimna. Czy to tak trudno zapamiętać, skoro się panu Heńkowi kilka razy pomyliło? Utrzymanie tego bogactwa kosztować musi, to i nie ma co się skarżyć, że papier toaletowy tylko 2-warstwowy, a mydło w płynie trzy razy rozcieńczone. Pani Jadzia na optymalizacji zna się jak mało kto. I jeszcze te łabędzie z ręczników zawijać potrafi.

No skarżą się czasem turyści, że odpływ od prysznica zapchany, a ze słuchawki woda tylko się sączy, bo jej kamień przepłynąć nie daje. Typowy Hotelarz jednak takimi drobnostkami się nie przejmuje. Czy oni naprawdę myślą, że co sezon słuchawkę w prysznicu zmieniać będzie? Albo kotarę prysznicową? Grzyba w zaułkach to się od czasu do czasu usunie, bo się łajdak za bardzo odznacza na tle białej fugi, ale już octu na odkamienianie nikt przecież marnował nie będzie. A jak się wieszak od słuchawki urwie, to wystarczy słuchawkę na kranie położyć I też da się ciało obmyć. Bez przesady. Tylko z tym zlewem to znowu pan Heniu poszalał. A mówiło się mu tyle razy - panie Heniu, wyżej ten kran bo się czajnik na wodę nie zmieści. No, ale to można było mówić, a pan Heniu i tak po swojemu zrobił. Trudno. Turyści sobie przecież poradzą - szklanką z kranu do czajnika wodę przeleją i kawę rozpuszczalną bez problemu po chwili zaleją.

Hotel zgodnie z gwiazdkami wyposażenie łazienki pełne oferuje. Co chcesz to masz - nawet w czepek na głowę czasem zainwestuje. Suszarka? Jest. Nie działa? Widocznie coś się zepsuć musiało. W poniedziałek będzie pan Henio, to naprawi. Żarówka się przepaliła? Naprawimy w piątek. Światło w łazience nie chce się zgasić? Podobno totalna ciemność na spanie szkodzi. Dlatego też w oknach rolet nie zamontowano. W trosce o dobro turysty. No, były kiedyś, ale jak cztery razy się zniszczyły, to przecież cierpliwość też ma swoje granice. Ileż można naprawiać!


Beżem i śniadaniem serce Turystów zdobywam

Beże i brązy w pokoju wszystko wynagrodzą! Typowy Hotelarz na kolorach się zna. Beże i brązy uspokojenie wnoszą, klasykę taką i równowagi ostoję. Jak 20 lat temu hotel budował, to beż krzykiem mody okrzyknięty został. Każdy chciał pokój na beże malować. Rzeczy najlepsze przecież się nie zmieniają. Kto to jakieś skandynawskie style wymyśla! Granaty, szarości i - fuj! - biele! IKEA już całkiem ludziom w głowach poprzewracała. Beż to bardzo ładny kolor jest. Wszystko powinno być w beże!

I te miliony poduszek, co na łóżku zalegają także beżową postać przybrały. Walają się po maciupeńkim pokoju, że ich upchnąć nigdzie nie można, choć szafa pół pokoju zajmuje. Poduszki przytulność wprowadzają, atmosferę domową i kurzu całe pokłady. Wszyscy styliści stosy poduszek zalecają. Najlepiej tyle, aby turysta w nich zagubić się mógł i pokoju nigdy nie opuścił, bo mu drogę do drzwi zagrodzą. Ech, tylko pani Jadzia narzeka, że te poduszki to skaranie boskie, bo codziennie na nowo układać je musi, a potem i tak je w szafie lub na podłodze znajduje.

Typowy Hotelarz wie, bo na szkoleniach często mówiono, że do serca turysty przez żołądek się trafi. Trzeba mu coś najlepszego naszykować. Najlepiej jajko, szynkę i ser. Regionalna potrawa to taka. W piątek, dzień bezmięsny, to jakiś twarożek zaserwuje z dżemem ze sklepu. No bywa, że się czasem jajko przypali, ale komu się nie przypali? Każdemu się zdarza, nawet panu Adamowi - kucharzowi. Dobrze, że hotel Biedronkę ma pod nosem, bo jak czegoś zabraknie, to szybko wyskoczyć można i dokupić co trzeba. Sztuczny serek topiony, pomidor na wodzie, chleb z zamrażarki. Dieta turysty musi być zbilansowana i nie odbiegać od tego, do czego się w domu przyzwyczaił, bo jeszcze kłopoty z żołądkiem mieć może.

Czasem turysta o lokalną żywność zapyta. Czy on sobie sprawy nie zdaje, ile to bio kosztować musi? I że aby ten miód, twarożek czy jajka od pani Basi przywieść, to musiałby pan Adam 10 kilometrów jechać, żeby te dary natury zdobyć? A ryby wędzone? Wędlina własnej roboty? Chleb na zakwasie pieczony? Czy oni z księżyca spadli? To nie wiedzą, że dziś nawet w młynie mąkę chemią się doprawia, żeby chlebek świeży, biały i pachnący wyszedł, gdy się ciasto z zamrażarki wyłoży? U nas jedzenie dobre jest, zdrowe, z datą przydatności odpowiednio długą do spożycia. Pan Adam codziennie z Biedronki dobre-bo-polskie produkty przynosi. Tam wszystko świeże przecież być musi.

Typowy Hotelarz obsługę swą zachwala i w reklamie uśmiechnięte twarze recepcjonistek pokazuje. Uśmiech ten ulotny jak życie motyla. Bo gdy tylko turysta zmęczony w progach hotelu się zjawi, po długiej, pustej, bezowocnej chwili, równie zmęczona recepcjonistka z zimnym uśmiechem go wita. Krótkie, żołnierskie powitanie, tu kluczyk, tam bon śniadaniowy i więcej nie zawracaj mi głowy. Dobrze, że pani Jadzia ratuje sytuację. Jak ona pięknie te łabędzie układa…


Hotel pokrzepi, hotel ukoi, hotel do miasta puszczać się boi 

Jaki turysta chciałby z własnej woli wyjść z hotelowej bursztynowej komnaty? Musiałby chyba rozum postradać, żeby zamiast przez dzień cały w basenie się moczyć, zwiedzać wolał. Niech sobie głowy nie zawraca okolicą, spacerowymi szlakami, miastami i turystycznymi atrakcjami. Chce podziwiać - oto róże i bukszpan w hotelowym ogrodzie. Tam klomby, ławki i solarne kule. Romantyczne altany, w których cały dzień bąbelkowe prosecco sączyć może. Za żadną cenę Typowy Hotelarz nie będzie reklamował ani polecał ciekawych miejsc w pobliżu. Jeszcze Typowemu Turyście wpadnie do głowy, żeby je odwiedzić!

To byłaby katastrofa prawdziwa. Nici z podziwiania draperii na hotelowym suficie czy celebrowania ręcznie tkanych dywanów. Gdy Typowy Turysta usłyszy, że w pobliżu jest ciekawy szlak górski, z pewnością o ósmej rano już z hotelu wyjdzie i piękne obrotowe drzwi dopiero na kolację go zobaczą!

W wakacje zagrożenie wzrasta. Zamiast pupę w basenie moczyć, turysta może jeziora poszukać. Spakuje ręcznik i jeszcze kanapkę z restauracji ukradnie. Na zwiedzanie miasta lepiej go nie wypuszczać. Zamiast wydać pieniądze na bilarda w hotelu, gotów jeszcze zostawić je w kasie jakiegoś muzeum. A gdy ładniejszy hotel na mieście zobaczy, gotów zdradzić Typowego Hotelarza, który nad zaangażowaniem tak napracować się musiał. I do konkurencji niewdzięcznik pójdzie, na pastwę losu hotel zostawiając. Jeszcze gotów przeliczyć i dojść do wniosku, że do spania, kąpania i śniadania zwykła agroturystyka mu wystarczy. Na wszelki wypadek nie będzie więc Typowy Hotelarz zachęcających zdjęć okolicy na stronie zamieszczał, a w hotelowych folderach niech turysta tylko numery kontaktowe, hasła do wifi i zdjęcia dań z menu zastanie. O resztę będzie musiał się sam postarać. Nikt mu zadania nie ułatwi. A niech tylko pani Jadzia spróbuje…

Psychologię Typowego Turysty Typowy Hotelarz zna na wylot. Studiował ją przez lata doświadczeń. Wie, że Typowy Turysta to ignorant taki. Od tego ma urlop, żeby odpocząć i siedzieć w hotelu, a nie włóczyć się po regionie i paliwo w aucie spalać. Emocji to on ma wystarczająco dużo na co dzień w pracy, dlatego do hotelu przyjeżdża, aby nerwy ukoić podziwiając lawendowe ściany. Za murami hotelu nie spotka go przecież nic dobrego.


A teraz na poważnie: Słowo od nas. Na uszko. 

Hotelarze myślący tylko o sobie to Grzech Czwarty polskiej turystyki. Felieton ten powstał na bazie naszych rzeczywistych doświadczeń - na szczęście nie w jednym, a w wielu miejscach, które odwiedziliśmy w ciągu ostatnich 9 lat. Typowy Hotelarz jest postacią fikcyjną, literacko przerysowaną, bo zgromadził wszystkie najgorsze cechy właścicieli hoteli, pensjonatów, pokojów, noclegów, które zaobserwowaliśmy podczas naszych wycieczek po Polsce. Obserwujemy je też regularnie na naszej skrzynce mailowej, na którą trafiają hotelowe propozycje współpracy reklamowej "nie do odrzucenia". Gdybyśmy z nich korzystali nasz blog wypełniłyby szybko zdjęcia saun, sal konferencyjnych i designerskich pokojów.

Wciąż zbyt często trafiamy w Polsce na przekonanych o własnej wyjątkowości hotelarzy, którzy zapominają o podstawowych potrzebach polskiego turysty i naszego czytelnika: potrzebie zwiedzania i odkrywania ciekawych miejsc w okolicy. Można je bardzo łatwo zaspokoić nawiązując współpracę z punktem informacji turystycznej, gminą, turystyczną organizacją odpowiedzialną za promocję regionu, lub osobami, które dobrze znają hotelową okolicę.

Hotel jest tylko przystankiem na trasie i miejscem, do którego jedziemy, żeby zaspokoić cztery najważniejsze potrzeby:
  1. odetchnąć i wyspać się
  2. umyć się przed dalszą drogą
  3. smacznie zjeść
  4. połączyć się z siecią

Designerski wystrój, drogie meble i płaski telewizor mogą robić wrażenie, ale szybko ono mija, gdy hotel nie zapewnia nam podstawowych potrzeb. Dobre miejsce noclegowe nie musi mieć dla nas basenu, spa i bilarda, ale żaluzje w oknie, czystą pościel, pozbawioną grzyba kabinę prysznicową, odetkany odpływ i odkamienioną słuchawkę, z której swobodnie leci ciepła woda. Docenimy w hotelu tłumiące dźwięki ściany, okna i drzwi, dzięki którym się wyśpimy przed dalszą podróżą. Będziemy wdzięczni za większą powierzchnię pokoju, w którym swobodnie rozłożymy walizki i nie zablokujemy nimi przejścia do łazienki. Łazienka, w której będziemy mogli się obrócić nie obijając łokci o kabinę prysznicową też będzie mile widziana. A bardziej niż wielki wybór potraw na kontynentalnym śniadaniu docenimy skromny talerz ze świeżym ciemnym pieczywem, regionalnymi dodatkami i prawdziwą kawą z ekspresu.

Przez 10 lat podróżowania po Polsce na palcach jednej ręki możemy podliczyć miejsca noclegowe, które stawiałyby nie na gwiazdki, a na wygodę, pozytywne emocje, spełnienie podstawowych potrzeb każdego turysty. Marzymy o miejscach noclegowych, które prowadząc biznes w Polsce, nie kopiują bezmyślnie wzorców rodem z zagranicznych pięciogwiazdkowych ofert all-inclusive, tylko skupiają się na tym, żeby jak najlepiej spełnić podstawowe potrzeby turystów: potrzeby snu, toalety, jedzenia i... dostępu do internetu.

Marzymy o hotelach, które współpracują z regionem stając się jego ambasadorami. Które zachęcają do zwiedzania najbliższej okolicy i potrafią zastąpić pozamykane w weekendy informacje turystyczne. Marzymy o tym, że kiedyś przeczytamy propozycję współpracy od hotelu, któremu zależy na promocji regionu, rozwoju lokalnej turystyki i drobnych przedsiębiorców w okolicy. Jeszcze takiej propozycji nie dostaliśmy. Może wciąż za mało się o tym mówi? Mam nadzieję, że ten felieton nam, hotelarzom, i regionom w tym pomoże.

Chętnie opowiemy o naszych doświadczeniach

Tak jak pomagamy naszym czytelnikom w poszukiwaniu najciekawszych miejsc w Polsce do zwiedzania, tak chętnie pomagamy zarządzającym turystycznymi atrakcjami, hotelami, regionami i miejscowościami. Służymy garścią porad i inspiracji, które sprawią, że Turysta poczuje się w hotelu jak długo oczekiwany gość. Chętnie opowiemy Ci o naszych doświadczeniach, a także o tym jak uniknąć wpadek, celując w potrzeby turysty.
Polecamy Ci też poprzednie felietony z serii "7 grzechów głównych polskiej turystyki":
  1. Nad turystami trzeba zapanować. Jak robić regulaminy, to na porządnie! Oto 1 grzech polskiej turystyki.
  2. Czy płatne parkingi i toalety powinny zniknąć? Grzech Główny nr 2 polskiej turystyki. 
  3. Podwójne standardy turystycznych atrakcji? Turyści indywidualni mają gorzej niż grupy?

* Czy Takie Hotele wciąż istnieją?

 * Co myślisz o czwartym felietonie z serii "7 grzechów polskiej turystyki"? Felieton ten powstał na bazie naszych rzeczywistych doświadczeń.  Spotkało Cię kiedyś coś podobnego? A może masz zupełnie inne przemyślenia? Daj nam znać w komentarzu na blogu lub na Facebooku :)

Dzięki wielkie za podanie tego felietonu dalej :) Może trafi w ten sposób do kogoś, do kogo trafić powinien już bardzo dawno temu? ;) Trzymamy za to kciuki!

Podoba Ci się ten felieton?

Pomóż nam pisać więcej prawdziwych felietonów o polskiej turystyce. Wiesz, że nasze przewodniki ze sprawdzonymi pomysłami na udane wycieczki po Polsce przeczytało już w sieci ponad 3 miliony turystów? Jesteśmy Kasia i Maciej Marczewscy. Naszą pasją są podróże po Polsce. Prowadzimy Fundację Ruszaj w Drogę!, która publikuje takie darmowe, sprawdzone przewodniki po Polsce. Opublikowaliśmy już ponad 450 darmowych przewodników. Twoja darowizna pomoże w opracowaniu kolejnego felietonu lub darmowego przewodnika po Polsce. Za każdą wpłatę bardzo dziękujemy! :)

Jeśli nie widzisz formularza, przejdź na stronę darowizn dla Fundacji Ruszaj w Drogę!

KOLEJNA RELACJA Starszy post

1 komentarz :

Dołącz do dyskusji. Dodaj komentarz w polu poniżej lub przewiń w dół i skomentuj przez Facebooka.
  1. "odetchnąć i wyspać się
    umyć się przed dalszą drogą
    smacznie zjeść
    połączyć się z siecią"

    Dlatego od lat wybieramy hostele, choć kiedyś na nie patrzyłem bardzo nieufnie. Jedynie z jedzeniem krucho, ale hostele i schroniska młodzieżowe i dla backpakersów mają jedną dużą zaletę: obsługa najlepiej doradzi odnośnie lokali, w których można zjeść coś faktycznie lokalnego i dobrego, czy miejsc, które zdecydowanie warto zobaczyć.

    W hotelach jedynie dowiesz się o standardowych atrakcjach i zaprzyjaźnionych lokalach.

    OdpowiedzUsuń

Ruszaj w Drogę?

Czytasz największy blog podróżniczy o Polsce. Znajdziesz u nas ponad 400 pomysłów na wycieczki i pokażemy Ci gdzie pojechać i co warto zobaczyć w Polsce. Miejsca sprawdzamy i zwiedzamy osobiście. Polecamy spis A-Z ciekawych miejsc i wyszukiwarkę.

KASIA I MACIEJ MARCZEWSCY

Od 10 lat #wDrodze, a od pięciu prowadzimy największy blog podróżniczy o Polsce. Jesteśmy pozytywnie zakręceni na punkcie polskiej turystyki.

KLUB RUSZAJ W DROGĘ!

Prowadzimy prezentacje, warsztaty i spotkania podróżnicze. Opowiadamy o polskich regionach i dzielimy się naszymi pomysłami na podróże po Polsce.

FUNDACJA RUSZAJ W DROGĘ!

Promujemy polską turystykę w Polsce, pomagamy organizacjom turystycznym w dotarciu do nowych turystów i prowadzimy warsztaty branżowe.