Menu

» » » »

Gołąb to miejsce z pasją! Zobacz Muzeum Nietypowych Rowerów i... Pijaństwa.

W Gołębiu, małej miejscowości w województwie lubelskim niedaleko Kazimierza Dolnego nad Wisłą, Józef Konstanty Majewski na terenie swojego gospodarstwa stworzył Muzeum Nietypowych Rowerów. Rowerów się w tym muzeum nie ogląda, na rowerach w tym muzeum się jeździ. Większość z nich własnoręcznie skonstruował Pan Józef realizując swoją pasję i marzenie o byciu wielkim konstruktorem.

Muzeum Nietypowych Rowerów w Gołębiu

Pan Józef chętnie o skonstruowanych rowerach opowiada i dzieli się historią powstania pierwszego na świecie roweru. Jeśli tylko zapytasz, dowiesz się, dlaczego otworzył rowerowe muzeum i jak to się stało, że dziś może pochwalić się największym w Polsce stężeniem muzeów na metr kwadratowy gospodarstwa domowego. Jestem pewna, że w dalszej rozmowie zachęci Cię także to odwiedzenia Muzeum Pijaństwa, Domku Loretańskiego i kościoła z amboną wspartą na dwóch konfesjonałach. I z dumą doda, że Gołąb znany był już XII wieku!

Ten rozdział przewodnika po województwie lubelskim napisałam wspólnie z Panem Józefem. Znajdziesz w nim nie tylko fotorelację z wizyty w jego królestwie, ale i fragmenty naszej rozmowy. Tej historii sama bym lepiej nie ujęła.

W Muzeum Nietypowych Rowerów sprawdź, jak kiedyś wyglądały rowery?

Ciężko mi wyobrazić sobie rowerzystę na wehikule, na którym jechał odpychając się nogami. W tamtych czasach coś, co dziś nazywamy rowerem, służyło wyłącznie do podtrzymywania szanownych pośladków rowerzysty. Wyobrażasz sobie setki takich urządzeń na dzisiejszych ścieżkach rowerowych? Wszyscy pędzą przed siebie odpychając się nogami. Byłoby zabawnie. A przecież tak kiedyś jeździło się na rowerze i właśnie takie historie opowiada Majewski w swoim Muzeum Nietypowych Rowerów.

Od kustosza dowiesz się, że rower chodzony wymyślił w 1818 roku Karl Freiherr Drais von Sauerbronn, a Pan Józef nauczył się do perfekcji wymawiać imiona i nazwisko tego konstruktora. Dalej usłyszysz opowieść o tym, jak do roweru dodano naprzemienne pedały, a w kołach pojawiły się szprychy, wreszcie, jak pod koniec wieku wynaleziono przekładnię łańcuchową napędzającą tylne koło i dopiero po kilku kolejnych latach - oponę pneumatyczną:

- Wszystkie marki samochodowe zanim zaczęły produkować samochody, produkowały rowery i to rower bardziej się przyczynił do rewolucji przemysłowej. Bracia Wright też najpierw produkowali i sprzedawali rowery. Dopiero jak stali się zamożni, pieniądze przeznaczyli na eksperymenty lotnicze. - opowiada Pan Józef.



Dlaczego emerytowany nauczyciel założył Muzeum Nietypowych Rowerów?

Dlaczego emerytowany nauczyciel postanawia pokazywać turystom śmieszne rowery, z których część własnoręcznie skonstruował? Rąbka tajemnicy uchyli nam Pan Józef:

- Wzorem był dla mnie Bronisław Pietrak. Pochodzący z województwa lubelskiego syn drobnego rolnika, który miał skończone 7 klas podstawówki i marne szanse na dalsze kształcenie. Poszedł więc uczyć się na kowala. I ten człowiek, w latach 60-tych, mając kuźnię i żyłkę artystyczną, robił wyroby kowalstwa artystycznego. Kiedy zrobił u siebie w kuźni pierwsze ogólnopolskie spotkania kowali, zainteresowała się nim prasa i tak zaczęła się jego kariera jako wizytówki Puław. Bronek w Puławach otworzył Klub Twórców Ludowych, a potem powołał Stowarzyszenie Twórców Ludowych. Do klubu w Puławach ja też się zapisałem i też byłem kowalem. Brałem przykład z Bronka. Imponował mi tym, że kuł, ale jednocześnie pomagał ludziom i jeszcze na tym zarabiał. On był dla mnie idolem - podziwiałem go za to, że stworzył stowarzyszenie i że to jego działanie zrobiło więcej niż Cepelia i Ministerstwo Kultury i Sztuki.

Pan Józef wspomina też inne wydarzenia, które miały wpływ na decyzję o otworzeniu muzeum. Twierdzi, że to się w nim rodziło, gdy obserwował jak w innych częściach Polski powstawały takie inicjatywy:

- Na początku kariery nauczycielskiej musiałem pojechać na budowę Rafinerii Gdańskiej w ramach tzw. OHaPu (ochotniczy hufiec pracy). Tam, w ramach dni wolnych, pojechaliśmy z kolegami na wycieczki - zobaczyć Wieżycę, Wdzydze Kiszewskie i okolice. Dowiedziałem się z ulotki, że państwo Gulgowscy założyli we Wdzydzach skansen - spodobał mi się ten pomysł. Potem dowiedziałem się, że nauczycielka z Koniakowa nauczyła dziewczyny robić koronki i to się przekształciło w markę Koniakowa. Później gdzieś znalazłem informację, że nauczyciel na kresach stworzył szkołę szybowcową. Takich przykładów zacząłem dostrzegać więcej i one były moją dodatkową inspiracją, żeby założyć muzeum rowerów i przyczynić się do rozreklamowania mojej miejscowości Gołąb, w której mieszkałem. 


Inspiracja przychodzi z najmniej spodziewanego źródła. Ale przecież od pomysłu do realizacji długa jeszcze droga:

- Budynek, w którym dziś pokazuję rowery, przypadł mi w podziale majątku po rodzicach. Byłem nauczycielem i przewodnikiem, żyłem z gadania, uznałem więc, że założenie muzeum i pokazywanie go turystom to dobry pomysł na życie. Gołąb leży blisko Kazimierza Dolnego nad Wisłą, niedaleko stąd do Nałęczowa, Puław. To dobre miejsce, do którego turysta może łatwo dotrzeć. 

To prawda. Dokładnie w taki sposób, ale w odwrotnej kolejności, my dotarliśmy do muzeum Pana Majewskiego. Przyprowadziła nas tu skromna ulotka, ale mogła to zrobić tylko dlatego, że z Puław do Gołębia, było naprawdę blisko.


Jak powstawały pierwsze rowery Pana Józefa?

Dlaczego były nauczyciel i przewodnik zainteresował się rowerami i zaczął je konstruować? Gdyby nie ten pomysł, pewnie nie powstałoby Muzeum Nietypowych Rowerów. Jak to się udało w czasach, gdy w Polsce nie było niczego, nawet materiałów na zrobienie pracy dyplomowej w celu ukończenia szkoły?

- Jako nauczyciel pracowałem w Zespole Szkół Zawodowych im. Generała Franciszka Kleeberga w Dęblinie. W technikum 5 letnim i 3 letnim po zawodówce – była praca dyplomowa do zrobienia. Trzeba było ją zaliczyć, żeby zostać inżynierem. Pracę dyplomową trzeba było nie tylko napisać, ale i wykonać. Szkoły jednak nie miały pieniędzy na materiały do prac dyplomowych i tu się zaczynały problemy. Wtedy wymyśliłem, że z uczniami będziemy ściągać ze złomu i strychów stare ramy i spawać je. Tak powstawały pierwsze rowery poziome.

- Część rowerów zrobiłem sam - dodaje - gdy już opanowałem technologię rowerową, robiłem takie różne “dziwadła”, które do dziś pokazuję. Część rowerów to były prace dyplomowe. Ja dawałem materiały na części, ale umawiałem się z uczniem, że jak pracę obroni, to zostawi u mnie rower. Po drodze dokupiłem ciekawsze rowery, jeśli była taka możliwość. Dzisiaj ceny rowerów potrafią być zaporowe. Niektórzy chcą mi sprzedać rowery za 13-15 tysięcy, ale ja takich nie kupuję. Część rowerów była zrobiona w ramach kółka twórczości technicznej – cięliśmy ramy i spawaliśmy, a jak nie potrafiliśmy, to robiliśmy to na warsztacie szkolnym.

Prace dyplomowe o rowerach okazały się hitem, a Pan Józef poczuł, że zmierza w dobrym kierunku. Gdy świat techniki dowiedział się o inicjatywie skromnego nauczyciela, przyszedł czas na pierwsze wystawy, a potem już wszystko potoczyło się jak lawina:

- Dzwoniła telewizja kiedy mogą przyjechać i nakręcić materiał. Pytali kiedy powstaną nowe rowery – wspomina pan Józef.


W Gołębiu przejedziesz się na rowerze poziomym, miniaturowym bicyklu i rowerze bez ramy

Dziś owe „dziwne rowery”, o których opowiadał Pan Józef, stoją w jego muzeum rowerów i możesz je wypróbować. Na niektórych skonstruowanych przez siebie jednośladach Pan Józef objechał prawie cała Polskę. Pomniejszone kopie robił także dla synów i tak jeździli przez 2 miesiące po kraju. Do dziś pozostały z tych wypraw wspaniałe wspomnienia:

- To była dla nas szalona przygoda, bo prawie w każdym mieście była gazeta wojewódzka I podchodzili do nas dziennikarze, wypytywali i robili zdjęcia - dodaje

Pan Józef w swoim muzeum zgromadził przeróżne modele rowerów. Największe emocje wzbudzają nietypowe rowery takie jak rower poziomy, miniatura bicykla (to taki dawny rower z wielkim przednim kołem) czy rower bez ramy. Na pewno będziesz chciał pojeździć na rowerze skaczącym, rowerze fitness, a może nawet w tandemie. Być może Pan Józef przewiezie Cię na rikszy, a Twoją żonę na rowerze do wożenia baniek mleka.

Kustosz twierdzi, że jednym z najciekawszych i ulubionych przez turystów rowerów pokazowych jest rower galopujący, który ma także nieoficjalną nazwę: “rower do utrwalania w pamięci pań mej osoby jako jego konstruktora” - żeby zrozumieć skąd ta nazwa, musisz zobaczyć go na własne oczy.

Na podwórku w Gołębiu zrobisz na pewno mnóstwo zdjęć, zwłaszcza, gdy Twoje pociechy będą szaleć na nowoczesnym rowerze miejskim, rikszy czy hulajnodze. A już prawdziwym hitem będzie podróż rowerem akrobatycznym. Jednak tylko nieliczni mają odwagę się z nim zmierzyć.


Dzisiejsze rowery to już nie to? Jak zmieniają się trendy?

Czasy się zmieniają i stare rowery, które wzbudzały kiedyś zainteresowanie, są sukcesywnie zastępowane przez coraz to nowsze modele. Dziś trudno sobie wyobrazić, żeby ktoś podróżował na własnoręcznie zrobionym składaku lub samodzielnie pospawanym rowerze miejskim. Pan Józef śledzi trendy i ma na ich temat własne zdanie:

- Czym ludzie się kierują przy wyborze roweru? Można się kierować kolorem. Można się kierować ilością przełożeń – na przykład ja jeździłem takim rowerem, co w tylnym kole miał przerzutkę i żeby ją zmienić, wystarczyło lekko cofnąć pedałami. Ktoś może kierować się firmą, a ktoś inny marką. Myślę, że w tej chwili w modzie są najprawdopodobniej rowery elektryczne – bardzo idą do przodu. Widzę to po targach. Producenci szukają cały czas luki, która sprawi, że ludzie masowo zaczną kupować takie rowery. To pewnie jest związane z modą na samochody elektryczne. Rowery elektryczne mogą stać się modne, jeśli ktoś potrafi zrobić rower lekki, który nie będzie miał ograniczonego zasięgu. Niektórzy mówią, że 20 km zasięgu na rowerze elektrycznym to żaden zasięg. Mi zasięg 15 kilometrów by wystarczył. Dojadę, załaduję co potrzeba i będę wracał. Jest wielu przeciwników takich rowerów, ale takiemu dziadkowi jak ja rower ze wspomaganiem uratował kolana. 

Ciekawa jestem, czy Pan Józef trafnie przewidział trend rowerów elektrycznych, o których niektórzy mówią, że to ekologiczny pojazd przyszłości. Jest to całkiem możliwe biorąc pod uwagę, że ekologia i ruch to dziś bardzo modne tematy.


Gołąb to nie tylko rowery. Zobacz koniecznie Domek Loretański i kościół.

Pan Józef Konstanty Majewski to bardzo ciekawa postać, która swoją pasję rowerową, połączyła z pasją do promocji swojego regionu. Jego muzeum rowerów nie tylko przyciąga do Gołębia turystów, gwarantując im godziny świetnej zabawy. Jego muzeum rowerów to często pierwszy punkt na mapie atrakcji turystycznych Gołębia, który wzmiankowany był już w XII wieku!

Pan Józef nie zatrzymuje bowiem turystów tylko u siebie. Zanim poleci im dalszą wycieczkę do Puław, Nałęczowa czy Kazimierza Dolnego nad Wisłą, wysyła ich na drugą stronę ulicy, żeby zobaczyli jedną z najpiękniejszych na świecie kopii Domu z Loreto oraz kościół z ciekawym wyposażeniem.

W kościele pw. Św. Floriana I Św. Katarzyny, zobaczysz jedyną na świecie ambonę podpartą dwoma konfesjonałami, a sama budowla jako jedna z niewielu ma funkcje obronne. Ciekawostką jest, że była tu ochrzczona Zofia Kossak - ta sama, która swoje życie spędziła w puszczy białowieskiej, i której książki ostatnio stały się bardzo modne. Jednak prawdziwa perełka Gołębia to Dom Loretański.
Na zewnątrz Dom Loretański wygląda bardzo okazale, ale to tylko zewnętrzna obudowa, która prawie nie styka się ścianami z wewnętrznym domem, który jest wierną kopią domu Św. Rodziny z Nazaretu. Całość ma więc konstrukcję pudełkową - jeden budynek schowany w drugim. Moda na budowę takich kopii domów Świętej Rodziny zrodziła się w czasie, gdy w Europie rozprzestrzeniał się kult maryjny. Oryginalny dom Jezusa przeniesiono z Jerozolimy do Włoch w XIII wieku, a replika w Gołębiu powstała w XVII wieku. Wybudował go kanclerz Jerzy Ossoliński, bardzo bogaty i ważny magnat. Na dzieło nie szczędził środków, dlatego dziś Domek Loretański z Gołębia uważa się za jedną z najpiękniejszych kopii domu Świętej Rodziny na świecie.

Bonus z niespodzianką: zajdź do Muzeum Pijaństwa – też u Pana Józefa! :D

Będąc w Gołębiu zauważysz, że jest pełen ciekawostek i miejsc nieoczywistych. Z jednej strony muzeum rowerów, z drugiej architektoniczne perełki na skalę światową, z trzeciej zaś… niespodzianka: Muzeum Pijaństwa. I Pan Józef także jest jego kustoszem:

- Muzeum Pijaństwa otwierałem w 2008 r. – miałem butelki w kształtach współczesnych – kobiety, mężczyźni, kolumna Zygmunta. Miałem jeszcze kontakty z uczniami – trochę mi pomogli, podsyłali mi ciekawe okazy, turyści też czasami jakieś nietypowe butelki przywożą, jak zobaczą to muzeum. W moim zamyśle było to poszerzenie oferty turystycznej – organizacja takiej wystawy nie wymagała wielu kosztów, zwłaszcza, że zorganizowałem ją w jednym z pomieszczeń gospodarskich, tuż obok miejsca, gdzie przechowuję rowery. Zapoznałem się jeszcze z technologią produkcji alkoholu, żeby móc dodatkowo coś poopowiadać. Wystawę nazwałem Muzeum Pijaństwa, choć niektórzy sąsiedzi mieli mi za złe taką promocję Gołębia. A jednak ta nazwa poskutkowała – ja tego nawet nie promuję, ona robi to za mnie. I w ten sposób mogę się dodatkowo pochwalić, że w moim gospodarstwie mam największe w Polsce stężenie muzeów na metr kwadratowy powierzchni.


Bonus: nasze archiwalne zdjęcia z Gołębia sprzed 7 lat :) 

Do Muzeum Nietypowych Rowerów trafiliśmy zupełnie przez przypadek. W 2010 roku zwiedzaliśmy wschodnią Polskę i w Puławach, w Pałacu Czartoryskich, Maciej na parapecie okna wypatrzył niepozorną ulotkę. Według tego świstka papieru niedaleko stąd, w Gołębiu, istniało wyjątkowe miejsce stworzone przez człowieka z pasją. Człowieka, który z zamiłowania do rowerów sadzał na nie turystów i fundował im przejażdżki po swoim ogródku gwarantując świetną zabawę. To zdecydowanie była atrakcja, którą Maciej wolał od wystawy obrazów w pałacu i nigdy potem nie żałował, że wybrał muzeum rowerów niż kolejne zabytki sztuki.

Odkąd Maciej poznał Pana Józefa, Muzeum Nietypowych Rowerów zawsze pokazuje jako przykład świetnej atrakcji i dobry przykład na to, jak powinno się traktować turystów. Nic dziwnego, że przeznaczenie przywiodło nas ponownie w to miejsce w 2017 roku, tym razem, gdy z moim bratem i jego dziewczyną spędzaliśmy luźny, tygodniowy urlop w województwie lubelskim. Ta wizyta zaowocowała kolejnymi 2 godzinami świetnej zabawy i śmiechu.
Zobacz jaką masę radości sprawiła nam wizyta u Pana Józefa, obejrzyj nasze stare filmiki. Przekonasz się też, jak my zmieniliśmy się przez ostatnie 7 lat :)



Lubisz rowery? Doceń pasję i miłość do regionu i przyjedź do Gołębia!

Muzeum Nietypowych Rowerów jest tak nietypowe jak jego właściciel. Pan Józef Konstanty Majewski to człowiek, który własnymi siłami stworzył ciekawe miejsce, do którego zaprasza wszystkich turystów. Gwarantuje tu im świetną zabawę, a w jego muzeum eksponaty nie tylko się dotyka, ale trzeba wręcz na nich pojeździć. Według kustosza one do tego właśnie służą.

Pan Józef promuje nie tylko swoje podwórko, na którym otworzył też Muzeum Pijaństwa, ale także miejscowość i cały region. Jest przykładem człowieka, który swoją pasją zaraża innych i świetnie wyczuwa potrzeby turystów. Potrzeby dobrej zabawy, przeżywania emocji i samodzielnego doświadczania. Przyjedź do niego koniecznie - Tobie też się tu spodoba.

Podoba Ci się ten przewodnik? Podaj go dalej :)

Nasze przewodniki piszemy specjalnie dla Ciebie. Mamy nadzieję, że z nich skorzystasz i ruszysz w drogę naszymi śladami. Podoba Ci się ten pomysł na wycieczkę do Gołębia? Daj znać w komentarzu :) Dziękujemy bardzo za udostępnienie go dalej na przykład na Facebooku :)

PS. Wiesz, że 2% z Twoich internetowych zakupów może trafić za darmo do naszej Fundacji? Nic nie dopłacisz, a możesz tak nam pomóc w utrzymaniu bloga i przy pisaniu kolejnych przewodników po Polsce. Wystarczy, że klikniesz w jeden link przed zakupami. Możesz też przelać nam standardową darowiznę. Dowiedz się jak możesz nam pomóc


Poczytaj więcej o ludziach z pasją:
KOLEJNA RELACJA Starszy post

8 komentarzy :

Dołącz do dyskusji. Dodaj komentarz w polu poniżej lub przewiń w dół i skomentuj przez Facebooka.
  1. Świetny reportaż, jestem pod wrażeniem a czytałem i oglądałem z wielkim zainteresowaniem, ponieważ nie wiedziałem, że takie prywatne muzeum w ogóle istnieje.Muszę to kiedyś odwiedzić koniecznie ;)
    Ze swej strony, mogę Wam podrzucić pomysł na kolejną trasę na weekend, do Sromowa koło Łowicza przy drodze Łowicz - Sochaczew. Istnieje tam prywatne Muzeum Ludowe, warto tam wyskoczyć na dwie trzy godziny, wracając z niepospolitej procesji BC z Łowicza, którą trzeba zobaczyć, bez względu na światopogląd.
    Pozdrawiam Was serdecznie! .

    OdpowiedzUsuń
  2. I jeszcze jedno, wschodnia ściana kraju,rzeczywiście jest jeszcze do końca nie odkryta ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. wow! świetne miejsce, a tekst wciąga ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdecydowanie Pan Józef należy do ludzi pozytywnie zakręconych. Na jego rowerach bawiliśmy się ok. 3 godzin bez przerwy. Polecamy! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. zapraszamy do Brusowa koło Ryk tam dworek ale w rękach prywatnych , ale może fot można wykonac i ładne tereny

    OdpowiedzUsuń
  6. Rower fitness przypomina trochę Trikke, ale Pan Józef musi jeszcze nad nim trochę popracować :) Muszę zapisać sobie to miejsce, gdy tylko wybiorę się (rowerem oczywiście!) w tamte rejony - na pewno zajrzę i opiszę u siebie na blogu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dawno nie byliśmy w tych okolicach - sami jesteśmy ciekawi czy i jak inicjatywa się rozwija, także chętnie poczytamy. pozdrawiam! :)

      Usuń
  7. Łukasz ten rower fitness to TRIKKE T8. Od 2 lat posiadam wiekszy model T12 - mój rekord na trajce jednego dnia przejechałem 59 km, najczęściej tym wehikułem jeżdżę po mieście, ścieżka rowerowa czy ulica to najlepsze miejsce dla Trikke.

    OdpowiedzUsuń

Ruszaj w Drogę?

Czytasz największy blog podróżniczy o Polsce. Znajdziesz u nas ponad 400 pomysłów na wycieczki i pokażemy Ci gdzie pojechać i co warto zobaczyć w Polsce. Miejsca sprawdzamy i zwiedzamy osobiście. Polecamy spis A-Z ciekawych miejsc i wyszukiwarkę.

KASIA I MACIEJ MARCZEWSCY

Od 10 lat #wDrodze, a od pięciu prowadzimy największy blog podróżniczy o Polsce. Jesteśmy pozytywnie zakręceni na punkcie polskiej turystyki.

KLUB RUSZAJ W DROGĘ!

Prowadzimy prezentacje, warsztaty i spotkania podróżnicze. Opowiadamy o polskich regionach i dzielimy się naszymi pomysłami na podróże po Polsce.

FUNDACJA RUSZAJ W DROGĘ!

Promujemy polską turystykę w Polsce, pomagamy organizacjom turystycznym w dotarciu do nowych turystów i prowadzimy warsztaty branżowe.