Menu

» »

Nasz plan na Mazury Nieoczywiste: 5 miast, 26 historii i miejsca, które warto zobaczyć

Pomiędzy taflami srebrzystych Wielkich Jezior Mazurskich, w małych mazurskich miasteczkach, niczym pajęcza sieć snują się nieodkryte historie. Zaskoczyć Cię może, że Mrągowo, Mikołajki, Węgorzewo, Pisz i Giżycko, to narodowościowo-etniczno-religijny tygiel. Obok siebie funkcjonują tam katolickie kościoły, ewangelickie świątynie i prawosławne lub grekokatolickie cerkwie. Tylko synagog już nie ma, a w miejscach żydowskich cmentarzy stoją garaże lub widokowe wieże ciśnień. W miejscu dawnych, uroczych kamieniczek, rozciągają się zielone skwery. Odpoczywający na jeziorach i w ekomarinach turyści, rzadko kiedy zapuszczają się do piskich schronów i nie wiedzą, że w Węgorzewie znajdą ślady po pierwszej wojnie światowej. Mazury wciąż są dla większości nieodkrytą krainą, w której dobrze wypromowały się wyłącznie jeziora.

Czy to najładniejszy ratusz na Mazurach? Tak wygląda na rynku w Piszu

Zwiedzając Mazury, nie tylko dotarliśmy do ciekawych miejsc, które warto zobaczyć. Dowiedzieliśmy się też, kim są i skąd wzięli się Mazurzy, co to znaczy, że Mazury przed II wojną światową nigdy nie były w granicach Polski, jakie to rodziło konsekwencje dla ludzi, którzy osiedlali się nad pięknymi mazurskimi jeziorami po wojnie i jakie jeszcze tajemnice czekają na odkrycie w mazurskich lasach. Usłyszeliśmy historie rodzin, które przyznawały się do mazurskich lub niemieckich korzeni, do tego, że są ewangelikami, grekokatolikami czy prawosławnymi. Poznaliśmy Mazury jako krainę z niesamowicie ciekawą i zagmatwaną historią. Ty też możesz je odkryć. Pomogą Ci plany 1-dniowych wycieczek, które dla Ciebie przygotowałam.

"Mazury Nieoczywiste", czyli co warto zobaczyć poza jeziorami?

Kraina Wielkich Jezior Mazurskich zdecydowanie kojarzy się z wodnymi szaleństwami na żaglówkach, zawijaniem do portów i śpiewaniem szant w wioskach żeglarskich. My sprawdziliśmy, czy Mazury to tylko jeziora i imprezy. Wymyśliliśmy akcję „Mazury Nieoczywiste”, żeby przekonać się, czy w tym regionie znajdziemy ciekawe historie. Najpierw kręciliśmy się po południowej części wokół Jeziora Śniardwy, a drugą część wyprawy spędziliśmy bardziej na północy – trawersując w kierunku Jeziora Mamry. Szybko okazało się, że materiału zebraliśmy zbyt dużo na jeden przewodnik na blogu. Dlatego dziś opowiem Ci, co znaleźliśmy w mazurskich miastach – Mrągowie, Mikołajkach, Piszu, Giżycku i w Węgorzewie. Potem przyjdzie kolej na resztę historii.

Nasza 10-dniowa wycieczka po Mazurach udała się dzięki współpracy z naszymi przyjaciółmi z Warmińsko-Mazurskiej Organizacji Turystycznej. Kiedy dwa lata temu wspólnie promowaliśmy Warmię, już wtedy urodził się pomysł, aby drugą część akcji przeprowadzić na Mazurach. Trochę aby porównać te dwa regiony, sprawdzić czym się różnią, ale także żeby odkryć i przybliżyć zakurzone historie.

Na Mazurach przeprowadziliśmy wiele rozmów – czasem proszono nas, o zachowanie ich dla siebie. W takich momentach na własnej skórze przekonaliśmy się, że mimo haseł wolności i demokracji, mimo upływu tylu lat od zakończenia wojny i okresu PRL, wciąż żyjemy w świecie nieufności i lęku, a także silnie zakorzenionych stereotypów. Niektóre historie opowiemy, inne – zgodnie z życzeniem – zachowamy do własnej wiadomości.

W tym przewodniku opowiem Ci o mazurskich miastach. Pójdziemy na spacer po Mrągowie, odwiedzimy zakamarki Mikołajek, sprawdzimy co ciekawego dzieje się w Piszu, podpowiem Ci co robić w wakacje w Giżycku i jaki pomysł na promocję ma Węgorzewo.

Kiedy już wczujesz się w klimat mazurskich miasteczek, zabiorę Cię kawałek dalej, do ciekawych miejsc, w których przy filiżance kawy porozmawiamy o mazurskim rodowodzie, pochodzeniu, korzeniach, historii. O tym wszystkim przeczytasz w naszym przewodniku o Mazurach, ich trudnej historii i miejscach, w których możesz ją poznać:

Na koniec wreszcie trochę się poruszamy i w trzeciej części opowieści o Mazurach wsiądziemy w kajak i porównamy najbardziej i najmniej turystyczny szlak – Szlak Krutyni. Sprzeczność? Już niedługo sam się przekonasz, że na Mazurach to nic nowego.


Gotowy na wędrówkę po mazurskich miastach? Zanim w nią wyruszymy, tradycyjnie już przygotowałam dla Ciebie gotowe plany wycieczek. Oto smaczny przepis na pięć dni w mazurskich miastach, w których być może nie będziesz miał nawet czasu, aby zamoczyć nogę w jeziorze. Chyba że wieczorem, po całodniowym spacerowaniu.

Dzień 1 - Poznaj Mrągowo - zacznij od Informacji Turystycznej w Centrum Kultury i Turystyki i poproś o mapę Mrągowa, zwróć uwagę na mrągowską Syrenkę, znajdź ławeczkę internetową, przejdź się wokół Jeziora Magistrackiego i odnajdź rzeźby z projektu "Wyrzeźbione Miasto", przejdź się ulicą Warszawską i zrób zdjęcie XIX i XX w. budynkom, odwiedź Muzeum w Ratuszu, kościół ewangelicki, kościół katolicki i cerkiew prawosławną, idź na Wielki Oz Mazurski i podjedź pod Wieżę Bismarcka, odwiedź ewangelickie i prawosławne cmentarze, przejdź się promenadą nad Jeziorem Czos aż do amfiteatru i tam zakończ dzień jedząc obiadokolację z widokiem na miasto;
Dzień 2 - Odpocznij w Mikołajkach - zacznij od informacji turystycznej na rynku, posłuchaj legendy o Królu Sielaw i zobacz jak wygląda jego aktualna rzeźba na fontannie, idź do wioski żeglarskiej i zobacz starą rzeźbę Króla Sielaw, idź do Muzeum Reformacji Polskiej i zapytaj Pana Rejnolda o ewangelików na Mazurach, a potem zajdź do kościoła ewangelickiego; jeśli masz czas - wróć nad jezioro i popłyń promem, przejdź się promenadą, idź zobaczyć kościół Matki Bożej Różańcowej z tablicą upamiętniającą ofiary "białego szkwału", idź na wieżę widokową kościoła Św. Mikołaja (sprawdź godziny otwarcia!), zrób sobie spacer na cmentarz żydowski, na wieczór wróć na promenadę i zjedz kolację nad jeziorem słuchając szanty na żywo;
Dzień 3 - Odkryj Pisz - zacznij od rynku z miejskim ratuszem i Muzeum Ziemi Piskiej, obejrzyj kamieniczki i "pruską babę" na rynku, idź na cmentarz ewangelicki, gdzie pochowani są także żołnierze z czasu I wojny światowej, idź do parku miejskiego i odszukaj ruiny zamku, wejdź do ryglowego kościoła pw. Św. Jana Chrzciciela, zrób sobie spacer nad rzeką Pisą, wyjedź kawałek za miasto i zobacz Piską Pozycję Ryglową ze schronem biernym Regelbau 502; jak zostanie Ci jeszcze czas, pojedź na plażę miejską;
Dzień 4 - Odwiedź Giżycko - zacznij od informacji turystycznej i Placu Grunwaldzkiego, gdzie rosną drzewa ułożone w literę V z dębem plebiscytowym na szczycie, wejdź do kościoła ewangelickiego, idź zobaczyć cerkiew prawosławną i grekokatolicką, wejdź na wieżę widokową - dawną wieżę ciśnień, idź do ekomariny, przejdź się giżyckim molo, pospaceruj po Twierdzy Boyen, podejdź na Wzgórze Św. Brunona z Kwerfurtu z pięknym widokiem na Jezioro Niegocin, zobacz most obrotowy przerzucony przez Kanał Giżycki (Łuczański)  i pozostałości zamku krzyżackiego, widoczne z tego mostu;
Dzień 5 - Zwiedzaj Węgorzewo - pomoże Ci w tym Węgorzewski Spacerownik, który dostaniesz w informacji turystycznej w porcie, nad rzeką Węgorapą; Spacerownik zaprowadzi Cię poza granice miasta, gdzie zobaczysz Cmentarz na Wzgórzu Saksońskim, poznasz legendy na Górze Konopki i przy Kolumnie Kal i trafisz do innych nieoczywistych miejsc; ponadto odwiedź Muzeum Kultury Ludowej ze skansenem, z portu idź pod prąd Węgorapy aż dotrzesz do zamku, stamtąd przejdź się po mieście, zajdź do kościoła, poszukaj dawnego rynku w Węgorzewie z zegarem słonecznym i podjedź do cerkwi grekokatolickiej, która mieści się w dawnym kościele ewangelickim. Zrób zakupy na powrót do domu ;)

Kluczem do zrozumienia historii mazurskich miasteczek takich jak Mrągowo, Mikołajki, Giżycko czy Pisz jest fakt, że do 1945 r., czyli do zakończenia drugiej wojny światowej, były to miasta niemieckie. Nie znajdziesz tu spektakularnych atrakcji turystycznych ani okazałych budynków w świetnym stanie. Jak kalkę możesz przyłożyć do tych miast historię, która wydarzyła się na początku 1945 r. Ponieważ Niemcy przegrywały wojnę, front Armii Radzieckiej w szybkim tempie parł na zachód, a tereny dzisiejszych Mazur, które jako pierwsze doświadczyły co to znaczy radziecka zemsta, stały się terenem eksperymentalnym dla żołnierzy Armii Czerwonej. Armia ta, która miała pozwolenie na robienie w poniemieckich miastach wszystkiego, co im diabeł podpowie, dokładnie to robiła. Jeśli jesteś w stanie wymyślić największe wojenne okropności, to miały one właśnie miejsce na Mazurach w 1945 r. Kiedy wojska radzieckie wkraczały do miasta, bawiły się tam do upadłego, grabiąc, paląc i niszcząc co się dało. To jest ten moment w historii, po którym we wszystkich przewodnikach znajdują się informacje o zniszczeniu miasta w 70, 80, 90%. Dopiero w takim stanie komendantura wojskowa radziecka przekazała Polsce to, co według traktatów przypadło jej po drugiej wojnie światowej, w zamian za połacie ziemi, które Polska musiała oddać na wschodzie.

Po wojnie niewiele zostało, a to, co zostało, jest poniemieckie. A my wciąż mamy problem z tym, aby to, co poniemieckie promować. Nie dziwię się już, dlaczego Mazury reklamują się głównie przez Wielkie Jeziora Mazurskie i Puszczę Piską. Wyjątkiem jest może Gierłoż i Mamerki, o których opowiem w kolejnym przewodniku.

Spójrzmy jak dziś wyglądają mazurskie miasta. Czy znajdziemy w nich coś ciekawego oprócz jezior?

1. Zachwyć się architekturą w Mrągowie

Mrągowo to jedno z najstarszych miast w Krainie Wielkich Jezior. Tych „najów” znajdziesz tu więcej. Nasz świetny przewodnik Robert Wróbel z Mrągowskiego Centrum Informacji Turystycznej przekonywał nas, że miasto ma jeden z najstarszych ratuszy na Mazurach oraz jedną z najdłuższych na Mazurach promenadę. Kawałek za centrum natomiast wznosi się jedna z najlepiej zachowanych wież Bismarcka. Podobnie jak w innych mazurskich miastach, nie ma tu znanych zabytków, ale przemierzając mrągowskie ulice poczujesz klimat małego mazurskiego miasteczka. W Mrągowie zachował się średniowieczny układ ulic – dwie główne biegły do Warszawy i Królewca. Dziś ulica Warszawska to najbardziej reprezentacyjna ulica miasteczka, przy której zobaczysz oryginalną zabudowę z XIX i XX wieku. Starsza praktycznie się nie zachowała.

Robert do dziś zastanawia się nad funkcją niektórych budynków, której do dziś nie udało się ustalić. Taki spacer przez miasto i  zgadywanki co tu mogło być, to niezła zabawa. Zwłaszcza, że większość z tych ocalałych wygląda spektakularnie. Wystarczy spojrzeć na sąd, siedzibę władz powiatu czy dzisiejszy budynek ośrodka zdrowia, który w czasie wojny był prawdopodobnie budynkiem gestapo, a po wojnie miał tu siedzibę urząd bezpieczeństwa. Kawałek dalej, w dzisiejszym budynku policji, mieścił się urząd skarbowy – przechodząc tamtędy zwróć uwagę na małe skrzyneczki na listy przy wejściu. Okazuje się, że to nie skrzynki na listy, ale… na donosy.

Maszerując po mieście zwracaj uwagę na detale, na przykład na kamienie węgielne, które wprawne oko dostrzeże na wysokości trampków. Spacerując po Mrągowie Robert co chwilę wyciągał rękę i pokazywał - zobaczcie na te piękne, żeliwne, zabytkowe balkony, spójrzcie na te wspaniałe stare drzwi -  w mieście znaleźć można nawet 200 par! Nam udało się zobaczyć kilka z nich. Brzmi to jak pomysł na niezłą grę miejską - przejdź się po Mrągowie i znajdź te najpiękniejsze :)


2. Przekonaj się co znaczy mrągowski tygiel narodowościowy

Dla nas oczywiście najciekawsze były długie rozmowy o ludziach, którzy tworzyli i tworzą społeczność mazurskich miasteczek. Mrągowo od wieków było tyglem narodowościowym. Osiedlali się tu m.in. osadnicy z pogranicznego Mazowsza, który mieszając się z ludnością pochodzenia pruskiego, tworzyli odrębne wspólnoty – tak właśnie wykształcili się Mazurzy i od Mazowsza wzięła się ich nazwa. Charakteryzowała ich gwara, zbliżona do języka polskiego, choć z pruskimi i niemieckimi zapożyczeniami. A jeśli chodzi o wyznanie, byli oni od zawsze ewangelikami. Stąd przyjęło się mówić, że:
Prawdziwy Mazur ma trzy cechy: mówi mazurską gwarą, pochodzi z Mazowsza i jest ewangelikiem. 

Ale w Mrągowie, jak na całych Mazurach, mieszkali też Niemcy, Polacy, Litwini i Żydzi. Dlatego dziś w Mrągowie zwiedzisz kościół ewangelicki przy placu Jana Pawła II, kościół katolicki oraz cerkiew prawosławną, która mieści się w dawnej żydowskiej synagodze.

W kościele ewangelicko-augsburskim o sprawach współczesnych ewangelików rozmawialiśmy z Pastorem Piotrem Mendrochem. Pastor pamięta jeszcze, jak odprawiano tu nabożeństwa w zniszczonej świątyni bez dachu, a gdy udało się ją odbudować, to nie było tygodnia, żeby ktoś nie wybił kamieniem witraża w oknie. Dziś jest spokojnie, bo lata 90-te przyniosły normalność. Pastor chciałby tylko, abyśmy tej normalności nie zaprzepaścili, bo spokój i tolerancja to bardzo kruche pojęcia i łatwo o nich zapomnieć.

W cerkwi prawosławnej rozmawialiśmy z proboszczem Jarosławem Kupryjaniukiem o historii parafii, która w tym roku obchodziła swoje 70-lecie. W świątyni mieszczącej się w budynku dawnej żydowskiej synagogi, skąd wypędzono Żydów w 1938 r. w trakcie tzw. Nocy Kryształowej, modlą się wierni pochodzenia ukraińskiego. Są to potomkowie przesiedleńców akcji „Wisła” z 1947 r. Ponownie usłyszeliśmy tu ciąg dalszy historii, którą poznawaliśmy w zeszłym roku w Bieszczadach, a miesiąc temu w Człuchowie i Miastku – choć tam od wiernych wyznania greckokatolickiego. Ponownie mieliśmy nieodparte uczucie łączenia kropek i układania w jedną całość historii rozproszonej w czasie i przestrzeni.

Wyznawcy wielu wyznań potrzebowali też wielu cmentarzy. I na te w Mrągowie pójdziesz do dziś – za wyjątkiem cmentarza żydowskiego, w miejscu którego stoją garaże. Pod płotem cmentarza katolickiego postawiono jednak tablicę upamiętniającą historię Żydów, którzy byli elementem społecznego krajobrazu Mrągowa. W mieście, między ratuszem a kościołem ewangelickim, zachowała się kamienica wynajmowana przez rabina, z wieżą, którą mieszkańcy nazywają wieżą rabina.

PS. Jeśli chcesz zwiedzić kościół ewangelicki zapukaj do drzwi plebanii i zapytaj, czy mógłbyś go zobaczyć. Pamiętaj, że to miejsce święte. Mrągowska cerkiew z kolei otwierana jest w sezonie w każdą niedzielę. W inny dzień skontaktuj się z proboszczem Jarosławm Kupryjaniukiem. Na stronie mrągowskiej IT znajdziesz aktualne telefony i wskazówki.


3. Znajdź ciekawostki na Szlaku Turystycznym "Poznaj Mrągowo"

Jeśli chcesz lepiej poznać miasto, wybierz się na spacer Miejskim Szlakiem Turystycznym „Poznaj Mrągowo” – poznasz go po namalowanej w różnych miejscach łapie niedźwiedzicy na białym tle, a dokładny opis szlaku znajdziesz na stronie internetowej Centrum Informacji Turystycznej w Mrągowie. Szlak poprowadzi Cię m.in. przez takie ciekawostki jak Wielki Oz Mrągowski, czyli twór geologiczny wyglądający jak wydłużony pagórek, usypany przez przesuwający się lodowiec mniej więcej w czasie, gdy wiewiór z Epoki Lodowcowej próbował zdobyć swojego żołędzia, czyli jakieś 70-12 tys. lat przed naszą erą.

Na tym Ozie zobaczysz najlepiej zachowaną Wieżę Bismarcka, będącą w rzeczywistości pomnikiem na cześć niemieckiego Kanclerza, a dalej przejdziesz na cmentarze – ewangelicki, prawosławny i katolicki. Łapa niedźwiedzicy poprowadzi Cię jeszcze przez Strażnicę Bośniacką, Plac Jana Pawła II, przy którym kiedyś – choć trudno w to uwierzyć – stały rzędy kamieniczek. Dziś na zielonym placu zobaczysz dwa pomniki przyrody: dęby piramidalne. Dalej przejdziesz przez plac PCK, przy którym stoi Centrum Kultury i Turystyki, do którego zajdziesz po mapkę i materiały. A wychodząc przywitasz się z mrągowską Syrenką. Rzeźba Syrenki naprawę przykuwa uwagę – to naga, silna kobieta siedząca na rybie. Wykonał ją pochodzący z Belgii rzeźbiarz Philippe Brodzki – widać co najbardziej pasjonowało artystę - nagość i mocne kształty.

Spacerując po Mrągowie na pewno trafisz na promenadę wokół Jeziora Czos, ale zanim pójdziesz do amfiteatru, podobno trzeciego pod względem wielkości w Polsce (po Kadzielni i Dolinie Charlotty), zrób sobie spacer wokół Jeziora Magistrackiego. Niedaleko tego małego miejskiego jeziorka stoi budynek z muralem, na którym namalowano mapę miasta i zaznaczono na niej miejsca, gdzie stoją rzeźby przedstawiające trzy żywioły – wodę, powietrze/ptaki i wiatr. Projekt „Wyrzeźbione Miasto” realizował urząd miasta w latach 2009-2011 i w jego efekcie studenci PWST z Warszawy na plenerach rzeźbiarskich stworzyli niesamowite prace, które stanęły w przestrzeni miejskiej. Jednym z ulubionych pomników internautów stał się pomnik spalonego czajnika. Widziałam pierwowzór tej rzeźby – wyglądał nieco bardziej realistycznie niż ostateczna wersja, która wyszła spod dłuta artystki. Ale być może wówczas pomnik mrągowskiego czajnika nie byłby tak popularny? Dziś zdecydowanie jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych i kontrowersyjnych mrągowskich atrakcji.


4. Przyjedź do Mikołajek i zapytaj o legendę o Królu Sielaw

Mikołajki swoją nazwę wzięły od św. Mikołaja. Okazuje się, że św. Mikołaj to nie rubaszny starzec z siwą brodą w śmiesznym, czerwonym kubraczku, ale m.in. opiekun żeglarzy oraz przejść wodnych. Dla Mikołajek położonych pomiędzy dwoma jeziorami: Tałckim i Mikołajskim, to patron jak znalazł. Tak właśnie Mikołajki są powszechnie kojarzone – jako brama Śniardw, a poprzez kursy promów i innych jednostek pływających, nazywane także „Mazurską Wenecją”. Bo liczące około 4 tysiące mieszkańców miasteczko to znany kurort żeglarski na trasie Wielkich Jezior Mazurskich.

Przejdź się na promenadę i idź w stronę wioski żeglarskiej. W sezonie usłyszysz tam szanty i pooglądasz różne łodzie, motorówki i żaglówki. Będzie gwarno i wesoło. Przejdziesz też koło fontanny ryby – to dawny Król Sielaw, zdetronizowany przez nową rzeźbę na zrewitalizowanym mikołajskim rynku.

Zastanawiasz się kim jest Król Sielaw? Zapytaj o niego Mateusza Klimka w informacji turystycznej – dostaniesz pełną wersję legendy. Bo Mikołajki, jak każde szanujące się mazurskie miasto, posiada swoją legendę i jej bohatera. A ponieważ Mateusz, który przez cały dzień był naszym przewodnikiem po Mikołajkach, to człowiek, który kręci promocją Mikołajek, organizuje imprezy i robi świetne zdjęcia, to wykorzystaj okazję i pociągnij go za język. Być może wskaże Ci jeszcze inne, ciekawe i nieodkryte miejsca w Mikołajkach. Takie jak te, o których powiem za chwilę.


5. Poznaj Mikołajki jako ośrodek reformacji na Mazurach

Wciąż zbyt mało osób wie, że Mikołajki to jeden z najważniejszych ośrodków reformacji na Mazurach, o prawie 500-letnich tradycjach. Żeby się o tym przekonać, posłuchaj historii o Mazurach i odwiedź Muzeum Reformacji Polskiej.

Do 1945 roku społeczność Mikołajek tworzyli głównie Mazurzy. Z tym że ci, którzy przeżyli II wojnę światową, w większości wyjechali do Niemiec. Historia Mazurów jest tragiczna. Oni zawsze byli po prostu Mazurami, przybyszami z pobliskiego Mazowsza, którzy mówili własną gwarą, przyjęli wyznanie ewangelickie i po zjednoczeniu Niemiec otrzymali obywatelstwo niemieckie. Z tym, że w tamtych czasach obywatelstwo było sprawą wtórną – gdy Mazura się spytało, skąd jest, mówił, że stąd: z Mazur, a właściwie przed wojną z Prus Wschodnich. I na te Prusy Wschodnie głosowało prawie 100% Mazurów w plebiscycie 1920 r., w którym pytano ich, czy są za Polską, czy za Prusami Wschodnimi. Tu był ich dom. Gdy trzeba było wypełnić obywatelski obowiązek i iść do wojska, Mazurzy walczyli zgodnie ze swoim obywatelstwem - armii pruskiej, a potem niemieckiej. Dlatego gdy nadeszła nowa rzeczywistość nikt się za bardzo nie zastanawiał, kimże ów Mazur jest. Dla przybyszów był dawnym mieszkańcem Prus Wschodnich, czyli Niemcem. Dla Niemców z kolei - delikatnie mówiąc - przybyszem zza wschodniej granicy. Do lat 80-tych większość z nich wyjechała. Dziś w Mikołajkach i okolicach rdzennych, ewangelickich Mazurów jest może jakieś 250 osób.

O ciekawych i trudnych losach tutejszej ludności, o relacjach między Mazurami, Niemcami i Polakami, o historii reformacji, o kościele ewangelickim, o rzeczywistości zachowania języka polskiego oraz o innych niesamowitych sprawach dowiesz się w Muzeum Reformacji Polskiej, jeśli tylko uda Ci się wciągnąć w rozmowę Pana Rejnolda, opiekuna muzeum :)

Muzeum założył w 1973 r. wieloletni duszpasterz parafii ewangelicko-augsburskiej, pochodzący ze Śląska Cieszyńskiego (aktualnej kolebki polskich ewangelików) ks. Władysław Pilch-Pilchowski. W muzeum obejrzysz bardzo, bardzo dużo książek. Najstarsze pochodzą nawet z XVII w! Są to biblie, postylle, kancjonały, katechizmy i kalendarze ewangelickie pochodzące głównie z Mazur i Śląska. Oglądając te eksponaty zwróć uwagę, że były wydawane także po polsku. Dlaczego po polsku?

W kościele ewangelickim bardzo ważne jest, aby wierni modlili się w swoich własnych językach, w tych, które rozumieją. Dlatego paradoksalnie, pomimo tępienia języków narodowych przez państwo niemieckie, zwłaszcza w latach 30-tych XX w., gdy na skutek wzmożonych procesów germanizacyjnych wśród przeważnie polskojęzycznej ludności mazurskiej zaczął dominować język niemiecki, w kościele ewangelickim najdłużej toczyła się walka o zachowanie ich naturalnego języka - gwary mazurskiej. Stąd pastorzy ewangeliccy są stawiani jako przykład walki o zachowanie języka polskiego, choć rzeczywistość i motywy owej „walki” są wielowątkowe. A jednak nie bez przyczyny takie miasta jak Giżycko czy Mrągowo swoje nazwy otrzymały właśnie od ewangelickich pastorów: Gizewiusza i Mrągowiusza.

Obok książek, historii i ciekawych postaci, najciekawszym eksponatem w muzeum jest prezent podarowany przez chyba najbardziej znanego ewangelika w Polsce. To narta Adama Małysza, przy której obowiązkowo zdjęcie robi sobie każdy odwiedzający muzeum fan naszego najlepszego skoczka. Choć dla naszego przewodnika Mateusza najciekawszymi eksponatami w muzeum były zdjęcia, na których odnalazł członków swojej rodziny oraz wielka tablica, na której dostrzegł swoje nazwisko wśród osób poległych w I wojnie światowej.


6. W Mikołajkach zobacz kościół ewangelicki i kościół katolicki

Z Muzeum Reformacji Polskiej masz już tylko krok do kościoła ewangelicko-augsburskiego. Zachęcam cię, żebyś wszedł do środka. Wieża tego kościoła jest znakiem rozpoznawczym Mikołajek. Do 1945 r. historia miasta była bardzo mocno związana z tą parafią ewangelicką. Pierwszy kościół parafialny stanął tu prawdopodobnie już w 1535 r., a obecny kościół poświęcono uroczyście w grudniu 1842 r. Budynek jest wspaniały – zwłaszcza, gdy oglądasz go w środku. Wrażenie robi zwężająca się ku ołtarzowi perspektywa, podkreślona przez białe empory (balkony). To jedyny zabytek tej klasy w mieście. Projektowali go uczniowie Karla Friedriecha Schinkla – słynnego berlińskiego architekta. Wejdź, rozejrzyj się, daj się oczarować. Zwróć uwagę na kasetonowe sklepienie, drewniane empory, biel, czystość, regularność linii. Coś wspaniałego!

Dla porównania przejdź się kawałek dalej i zajdź do kościoła pw. Matki Bożej Różańcowej. Ten kościół też ma ciekawą historię, bo przed 1945 r. był siedzibą ewangelickiego Domu Ludowego, potem była tu remiza, a po wkroczeniu do Mikołajek Armii Czerwonej świątynię zamieniono na stajnię. Ostatecznie kościół przejęli katolicy i do lat 90-tych była to jedyna świątynia katolicka, aż do wybudowania kościoła Św. Mikołaja, do którego jeszcze wrócimy.

Przed kościołem Matki Bożej Różańcowej zwróć uwagę na tablicę poświęconą ofiarom „białego szkwału” z sierpnia 2007 r. Nie wiem, czy jeszcze pamiętasz doniesienia mediów sprzed 11 lat. Ja pamiętam. Wtedy to nagle w tafle spokojnych jezior uderzyła wichura o niespodziewanej sile, osiągającej 12 stopni w skali Beauforta. Wiatr przewrócił i zatopił kilkadziesiąt jachtów. Kilkanaście osób zginęło. To wydarzenie przypomina nam, że przyroda, nawet tak wspaniała jak Wielkie Jeziora Mazurskie, potrafi być zmienna, groźna i nieobliczalna. I zawsze powinniśmy o tym pamiętać.


7. Oglądaj panoramę Mikołajek z wieży widokowej

Do kościoła św. Mikołaja wejdź choćby po to, aby wspiąć się na wieżę widokową. Najlepiej zapytaj wcześniej w informacji turystycznej, kiedy jest otwarta, bo proboszcz parafii otwiera ją dla turystów w niektóre dni tygodnia, o niektórych godzinach – może to się zmieniać.

Z tej wieży wspaniale widać całą panoramę Mikołajek, z mostem, kładką i dwoma jeziorami. A w dali dostrzeżesz nawet jezioro Łuknajno, będące rezerwatem łabędzia niemego. Z wieży trudno Ci będzie dostrzec stary żydowski cmentarz, ale zapytaj o niego Mateusza w informacji turystycznej.


8. Przejdź się na mikołajski żydowski cmentarz

Stary cmentarz żydowski znajduje się kawałek za centrum miasta przy ul. Dybowskiej. Jest elementem historii i społecznego krajobrazu Mikołajek. Ostatni Żydzi zostali tu pochowani w 1938 r., to jest w roku, gdy miała miejsce Noc Kryształowa, w czasie której Niemcy rozprawili się z własnymi obywatelami pochodzenia żydowskiego. Niszczono wtedy i palono wyposażenie synagog, ludzi spędzano do tworzonych gett, a potem wywożono ich do obozów. Po większości ślad zaginął. Podobno cmentarz w Mikołajkach to jeden z najlepiej zachowanych cmentarzy żydowskich na Mazurach.


9. Zwiedzanie Pisza zacznij od Muzeum Ziemi Piskiej

Zwiedzanie Pisza polecam Ci zacząć od Muzeum Ziemi Piskiej. W części przyrodniczej sprawdzisz, jakie zwierzęta żyją w Puszczy Piskiej. Jest ich cała masa - od zimorodka, łyski i kormorana, po jelenia, wilka i rysia. Potem przejdziesz do części historycznej i poznasz dzieje Pisza od prehistorii, po zakończenie drugiej wojny światowej. To wtedy Pisz został zniszczony w 70%, jak zresztą większość mazurskich, poniemieckich miast i miasteczek. Muzeum najlepiej zwiedzać z przewodnikiem, dlatego warto podpytać, czy nie zbliża się jakaś grupa, do której mógłbyś dołączyć, aby posłuchać ciekawych historii.

Dla nas ciekawostką był fakt, że w Piszu był kiedyś zamek. Nawet się trzymał do XVIII wieku, kiedy go przebudowano na dwór myśliwski. Ale jego los przypieczętowały lata 60-te ubiegłego wieku. Rozebrano wtedy zupełnie ruiny, które z zamku pozostały, i dziś w miejskim parku widać tylko malutki, zarośnięty fragment jego murów.


10. Sprawdź, czy Pisz ma najładniejszy ratusz na Mazurach?

Dużo lepiej prezentuje się miejski ratusz z 1900 r., w którym na tyłach działa Muzeum Ziemi Piskiej. Na rynku uwagę także przyciąga "baba pruska" znaleziona w Wejsunach i budząca pewne wątpliwości co do jej prawdziwego pochodzenia i znaczenia. Podobno to wcale nie pruski wojownik, tylko pochodząca z początku XIX w. rzeźba, którą wykonał mieszkaniec Wejsun.

Nie ma natomiast wątpliwości co do cmentarza ewangelickiego i katolickiego - wiadomo, że spoczywają na nim żołnierze polegli w I wojnie światowej - co ciekawe: po obu stronach - armii niemieckiej i rosyjskiej.

Spacerując po mieście zwróć uwagę na oryginalny kościół ryglowy z murem pruskim z końca XVII w. Kiedyś, do 1945 r., było to kościół ewangelicki. W tamtych czasach katolicy modlili się w przeznaczonej na ten cel kaplicy. Dziś role się odwróciły. Katolicy modlą się w dawnym, ewangelickim kościele, który przyjął wezwanie Św. Jana Chrzciciela. Z kolei ewangelicy swojego kościoła w Piszu nie mają, dlatego nabożeństwa sprawują w domu modlitewnym.


11. Zobacz Pisz i Puszczę Piską z wieży ciśnień

Z piskich atrakcji zainteresowała nas też wyremontowana dawna wieża ciśnień. Zbiornik na 100 ton wody wymontowano i postawiono tuż obok. A na jego oryginalnym miejscu zbudowano taras widokowy, na który wjechaliśmy windą. Na parterze działa bar z naleśnikami, a wjazd na wieżę jest płatny (my płaciliśmy symboliczne 5 zł, zapytaj o aktualne ceny tutaj)

Z wieży roztacza się świetny widok na miasto i pobliskie Jezioro Roś. Widać też stąd fabrykę sklejki - takiej samej, na której w latach 80-tych spisano postulaty Solidarności. Ta słynna sklejka pochodziła właśnie z Pisza.


12. Zobacz jak wygląda w środku piski schron Regelbau 502

Kiedy zwiedzaliśmy Pisz, mieliśmy wyjątkowe szczęście, bo naszym przewodnikiem był pan Sławomir Wolski, który jest Prezesem Stowarzyszenia Historycznego "Piska Pozycja Ryglowa". Piska Pozycja Ryglowa był to niemiecki punkt oporu, zbudowany w 1939 r. Stanowisko dowodzenia odcinka Punkt Oporu Pisz znajdowało się w schronie biernym Regelbau 502. I właśnie do tego schronu zabrał nas pan Sławomir!

Jak obrazowo wytłumaczył nam nasz przewodnik, schrony podzielone są na różne typy, a ten 502 ma wyjątkową kategorię odporności. W schronie mieściło się do 26 żołnierzy i jak się przekonaliśmy, mieli w nim co najmniej luksusowe warunki, m.in. własne łóżka, ogrzewanie, oświetlenie.

Wikipedia dodatkowo donosi, że to pierwszy na świecie i jedyny w Polsce schron tego typu. Zatem jest to wyjątkowy zabytek, który jeszcze do niedawna pokrywały tony śmieci. To niewiarygodne, do jak dobrego stanu doprowadziło go stowarzyszenie. Co więcej - schron jest dobrze oznakowany, zwiedza się go za darmo, a na ogrodzeniu podanych jest kilka numerów telefonów, pod które można zadzwonić, jeśli chce się zobaczyć schron w środku.

Chociaż nie jesteśmy fanami militarnych zabytków, to nawet ja muszę przyznać, że wizyta w schronie, okraszona ciekawymi opowieściami pana Sławomira, była niezwykłym przeżyciem. Będąc w Piszu, koniecznie pytaj o schron Regelbau 502. Zwiedzanie jest bezpłatne, trzeba się jednak wcześniej umówić. Zadzwoń wcześniej do stowarzyszenia lub zapytaj ich na Facebooku.


13. Zawitaj do giżyckiej Twierdzy Boyen

Giżycko to mazurskie miasteczko położone na przesmyku między jeziorami Mamry i Niegocin. Jego historia przypomina te, które poznaliśmy już wcześniej w Mrągowie i Mikołajkach. Pojawiają się tu Krzyżacy, ewangelicy, Mazurzy, wojenna zawierucha, zniszczenie i rozgrabienie miasta w końcówce II wojny światowej, osadnicy z dawnych „kresów wschodnich” i ludność przesiedlona w ramach akcji „Wisła”. Jest też wieża ciśnień i ekomarina. To, czego nie zobaczysz w innych miasteczkach, to Twierdza Boyen – największy na wchód od Wisły garnizon wojskowy. To z nim związana jest kariera Giżycka. Być w Giżycku, a nie zajść do Twierdzy Boyen, to jak być w Watykanie i nie widzieć się z papieżem.

Wielkim orędownikiem budowy Twierdzy Boyen był feldmarszałek Leopold Hermann Ludwig von Boyen, dwukrotny minister wojny Królestwa Pruskiego. To od jego imion i rodowego zawołania "Miecz, Prawo i Światło" nazwy otrzymało 6 fortów twierdzy. Trzeba przyznać, że Twierdza Boyen spełniła swoje zadanie, ale tylko w I wojnie światowej. Udało się wtedy odeprzeć ataki armii rosyjskiej, dzięki czemu został powstrzymany jej marsz na zachód. II wojna światowa to zupełnie inna historia - twierdza została wtedy oddana Armii Czerwonej właściwie bez walki.

Dziś Twierdzę Boyen zwiedzisz wybierając jedną z trzech tras spacerowych – a spacerować jest tam gdzie. Musisz jednak zaopatrzyć się we własny przewodnik, ponieważ usługa przewodnicka jest osobno płatna [cennik biletów], chyba że zbierze się grupa, którą przewodnik zabierze na wycieczkę. W budynkach na terenie twierdzy zobaczysz kilka wystaw oraz tablice informacyjne, na których poczytasz m.in. o pierwszej wojnie światowej. Podobno jednak najlepiej przyjechać, gdy w twierdzy dzieją się imprezy - inscenizacje historyczne, Mazury Hip-Hop Festiwal czy międzynarodowy zlot motocykli.
Co ciekawe, Giżycko jest Giżyckiem dopiero od lat 50-tych ubiegłego wieku. Zaciekawiłam Cię? Dawno, dawno temu, na przesmyku między Niegocinem a Kisajnem, stanęła tu krzyżacka warownia Loetzenburg. I od tegoż zamku nazwę wzięło nowe miasto, które zaczęło się wokół niego rozwijać – Lötzen. Po drugiej wojnie światowej jakoś tak nie wypadało wymawiać niemieckich nazw miast. Źle to się kojarzyło. Lötzen zamieniono więc na polskie „Łuczany”. Potem jednak zebrała się specjalna komisja, która wzięła na warsztat nazwy miast i postanowiła, że Łuczany będą Giżyckiem.

Tym samym w Giżycku honoruje się mazurskiego działacza i folklorystę, ewangelickiego pastora Gustawa Gizewiusza, od którego nazwiska spolszczoną nazwę przyjęło miasto. Miasto, w którym oprócz nazwy, zmienili się mieszkańcy. Miejsce niemieckiej ludności zajęli w przeważającej masie osadnicy z dawnych „kresów wschodnich”. W 1947 r., w ramach przymusowej, przesiedleńczej akcji „Wisła” napłynęła spora liczba Ukraińców. Mazurów pozostało niewielu. Wszyscy ci ludzie stworzyli nową społeczność mazurskiego Giżycka.


14. Przekrocz progi kościoła ewangelickiego w Giżycku

Jeśli chcesz odnaleźć ślady tych historii, zajdź do kościoła przy głównym placu miasta – Placu Grunwaldzkim. To kościół ewangelicki, o czym turyści czasem dowiadują się już po rozpoczęciu nabożeństwa – widząc bowiem wielki kościół w centrum miasta, idą tam automatycznie na niedzielną mszę świętą. Pastor Krystian Borkowski lubi obserwować te zagubione owieczki i ich reakcje. Niektórzy z zaciekawieniem zostają, inni biorą nogi za pas i podążają szukać rzymskokatolickiej parafii. A w kościele warto posiedzieć chociaż chwilę.

To bardzo ładna świątynia z 1827 roku. Zaprojektował ją znany już nam, słynny berliński architekt Karl Friedrich Schinkel. Z jego szkoły pochodzi też kościół w Mikołajkach. Kościół giżycki jest skromny, ale największe skarby są zwykle niedostępne dla oka. Nic takiego nie ukryje się przed Maciejem. W trakcie rozmowy z naszym przewodnikiem Robertem Kempą i pastorem Krystianem Borkowskim, zupełnie niewinnie wypłynął temat zegara na wieży kościoła, który widzieliśmy w Człuchowie. Od słowa do słowa Maciej pokazał zdjęcie owegoż człuchowskiego skarbu, pastor Krystian zerknął mu przez ramię i jak gdyby nigdy nic powiedział: „No, u nas jest identyczny”. Maciej, słysząc to zrobił klasycznego karpia i o mało nie zakrztusił się powietrzem.

Całe szczęście, że byliśmy już po zwiedzaniu kościoła i po dyskusji na trudne i ciekawe tematy związane z wyznaniem ewangelickim. Teraz już jedyne co interesowało Macieja to ten zegar na wieży. Maciej nie wypuściłby nas z kościoła, gdyby pastor Krystian się nie zlitował i nie zaprowadził nas na rzeczoną wieżę. Faktycznie. Był tam zegar. I to identyczny jak ten w Człuchowie. Z taką samą sówką. I wciąż wspaniale działał! Doczytałam potem w jednym z przewodników, że to zegar z 1881 roku!

Rozwiązaliśmy tym samym zagadkę z Człuchowa, w którym zastanawiali się z jakich lat może pochodzić ich zegar. I przy okazji wyszło nam, że te dwa bliźniacze mechanizmy zegarów wieżowych są najstarszymi, jakie do tej pory widzieliśmy.



15. Spróbuj wejść do giżyckich cerkwi

Żeby mieć pełny obraz religijnego tygla, jakim jest Giżycko, przejdź się następnie do cerkwi greckokatolickiej, która mogła powstać dopiero w latach 90 - tych ubiegłego wieku, bo wcześniej nie było takiej woli politycznej. A potem do cerkwi prawosławnej. Z uwagi na to, że cerkwie są zamknięte, warto dowiedzieć się, kiedy odbywają się tam nabożeństwa, aby choć zajrzeć do środka. Jako ciekawostkę powiem Ci, że cerkiew prawosławna stoi tuż za widokową wieżą ciśnień, ta zaś w miejscu, gdzie kiedyś był cmentarz żydowski. Żydzi także byli elementem mazurskiego krajobrazu w Giżycku. Jednak dziś pamięć o nich jest już bardzo nikła.


16. Podziwiaj Giżycko z widokowej dawnej wieży ciśnień

Ty jednak zwiedzasz Giżycko turystycznie, dlatego wejście, lub wjazd na wieżę widokową, którą jest dawna wieża ciśnień, to obowiązkowy punkt programu. Przy wejściu na wieżę trzeba kupić bilet za 10 zł. Początkowo wydawało mi się to bardzo drogo, jednak potem zorientowałam się, że na każdym piętrze wieży zorganizowana jest wystawa. Zobaczysz tam pamiątki po dawnych mieszkańcach i poczytasz trochę tekstów informacyjnych. Prawdopodobnie to ta ekspozycja składa się na cenę biletu.

Na samą górę wjechaliśmy windą i tropem innych turystów planowaliśmy w dół zejść po schodach zwiedzając ekspozycje. Nasz cudowny przewodnik Robert - niczym dobry wujek - zabrał nas na kawę i koktajl, które nigdy nie smakowały tak dobrze, jak na przeszklonym tarasie wieży. Zasiedliśmy wygodnie przy jednym ze stolików i przez okno podziwialiśmy w dali widoki na miasto i jezioro Niegocin. A kiedy umilkły wrzaski rozwydrzonej gawiedzi z podstawówki, która wparowała na szczyt podziwiać z góry Giżycko, mogliśmy nawet w spokoju porozmawiać na temat turystyki, promocji Giżycka i ogromnego znaczenia sieci ekomarin dla Wielkich Jezior Mazurskich.


17. Dowiedz się, dlaczego ekomariny są takie ważne

Sieć ekomarin miała na celu uratowanie Wielkich Jezior Mazurskich. Giżycka ekomarina jest największa - zaopatrzona w źródła energii oraz system odbioru nieczystości ze stanowiskami dla 138 jednostek pływających. Możesz sobie wyobrazić, co działo się na jeziorach, gdy w sezonie w ciągu dnia potrafiło na nich przebywać nawet 10 tys. łódek, żaglówek, jachtów i motorówek. Ekomariny powstały właśnie po to, aby odbierać nieczystości i chronić środowisko. To się udaje. W jeziorach nie ma już zakazu kąpieli, a za drobną opłatą można pozbyć się problemu. Warto korzystać z ekomarin - szczegółowe informacje o nich znajdziesz na dedykowanej stronie internetowej.

Warto też przejść się, będąc w pobliżu, Deptakiem Pasażu Portowego. Ciekawą konstrukcją jest tu kładka przerzucona nad ul. Kolejową i torowiskiem. Przedłużono ją o nadwodną estakadę z tarasem widokowym i zejściem na nadniegocińskie molo. Giżyckie molo spacerowe ma 407 metrów długości i jest tylko trochę krótsze od sopockiego. To umocniona, betonowa konstrukcja, która jednak inaczej niż tradycyjne molo nie biegnie prosto w wodę, ale po 70 metrach zaczyna biec równolegle do brzegu jeziora, tworząc tym samym falochron dla portu Żeglugi Mazurskiej.


18. Zrób sobie spacer na Wzgórze Św. Brunona w Giżycku

A jeśli chcesz mieć jeszcze inny, cudowny widok na jezioro Niegocin, polecam Ci Wzgórze św. Brunona z Kwerfurtu. Z Brunonem jest dość ciekawa sprawa. Z czeluści historii wydobyli go ewangelicy, aby zaznaczyć, że ten saski męczennik chrystianizował Prusów i zginął w 1009 r. Data jego śmierci jest raczej pewna, co do miejsca – można się sprzeczać. Ale skoro nie udowodniono, że nie zginął nad Jeziorem Niegocin, to dlaczego nie mogłoby to być to miejsce? Toteż wzniesiono na wzgórzu krzyż żeliwny i tabliczkę w języku niemieckim informującą, że ten niemiecki święty zginął w 1009 r., a krzyż postawiono w 1910 r.

Jednak w latach 70-tych uznano, że niemiecka tabliczka jakoś tu nie pasuje. Zamieniono ją na taką w języku polskim. Nie było już na niej informacji, że Brunon z Kwerfurtu był niemieckim świętym, a datę postawienia krzyża zmieniono na taką bardziej pasującą: 1909 rok. Wszak postawienie go w 900. rocznicę śmierci, to nie to samo co w 901. A że w 1909 roku ewangelicy się z krzyżem po prostu nie wyrobili i data była inna? Kościołowi katolickiemu nie pasowała, więc ją zmieniono.

Chcesz się przekonać, jak wyglądała oryginalna niemiecka tablica? Wróć do kościoła ewangelickiego – znajdziesz ją wmurowaną w ścianę po lewej stronie od ołtarza.


19. W Giżycku zobacz jeszcze most obrotowy i zamek

Zanim z Giżycka pojedziesz dalej, na przykład do Węgorzewa, zwróć jeszcze uwagę na most obrotowy przerzucony przez Kanał Giżycki (Łuczański) i na pozostałości zamku krzyżackiego, widoczne z tegoż mostu. Most jest zabytkowy. Ma ok. 20 m długości i 8 m szerokości. Jego przęsło waży ponad 100 ton, ale operować nim za pomocą ręcznego kieratu może jeden człowiek! Ta magia możliwa jest dzięki systemowi przekładek i prawdopodobnie jest to jedyna czynna konstrukcja tego typu w Polsce. Najbliższą znajdziesz dopiero na Kanale Saint-Martin w Paryżu. Nic dziwnego, że otwieranie i zamykanie mostu niezmiennie stanowi turystyczną atrakcję.

Podobnie jak turystyczną atrakcję stanowi zamek, a raczej jego pozostałości. Aktualnie jedynie dla gości ekskluzywnego hotelu, który zagospodarował obiekt, nadając mu otoczenie w zamkowym stylu. Bez problemu jednak rozpoznasz oryginalny budynek w centrum hotelowych zabudowań. Porównasz go na starych zdjęciach. Podobno w tym skrzydle można nocować, a że konserwator nie pozwala na większe zabawy w tej części, ponoć dość wiernie odzwierciedla ona swój pierwowzór.

Krzyżacy podbijający Galindię na terenie dzisiejszych Mazur to odrębna karta historii. I choć bardzo chętnie bym Ci ją opowiedziała, ten przewodnik już puchnie od informacji i opowieści. Dlatego po prostu życzę Ci udanego pobytu w Giżycku i odkrywania jego pozostałych tajemnic na własną rękę.

Jako miejsce rozpoczęcia tej gry proponuję Ci informację turystyczną. A jeśli trafisz w niej na Roberta Kempę, to już prosta droga do szczęścia. Pozdrów go od nas serdecznie i zapytaj o dąb plebiscytowy, o aleję drzew w kształcie litery „V” (jak Victory – zwycięstwo) i o to, co jeszcze warto zobaczyć w Giżycku. Tylko nie pytaj o giżyckie bunkry, bo to słowo nic nie znaczy. Zapytaj raczej o schrony. A przy pytaniach o Twierdzę Boyen uważaj, bo to jego konik i mógłby o niej opowiadać godzinami.


20. W Węgorzewie przejdź się po mieście i idź do portu

Węgorzewo to najdalej na północ wysunięty port na Wielkich Jeziorach Mazurskich. Jak przez mgłę pamiętam, że kiedyś, będąc na aplikacji radcowskiej, w tym porcie nocowałam, gdy razem z Maćkiem i moimi znajomymi pływaliśmy żaglówką przez mazurskie jeziora. Zupełnie nie pamiętałam tego miasta, może dlatego, że tylko jedną noc spędziliśmy w porcie, a potem ruszyliśmy w dalszą drogę. Tym bardziej ucieszyłam się, że tym razem będę mogła poznać Węgorzewo z zupełnie innej strony.

Jedna z teorii o Węgorzewie mówi, że nazwa miejscowości pochodzi od dużej ilości węgorzy wyławianych z Węgorapy. Mnie to uzasadnienie całkiem pasuje. Węgorapa jest uroczą rzeką wpływającą do portu, a wcześniej meandrującą przez miasto i wijącą się u stóp węgorzewskiego zamku – najważniejszego zabytku historycznego miasta.

Aktualnie zamek nie pełni już swojej funkcji, i wygląda na to, że aktualnie w obiekcie trwa remont - prawdopodobnie będzie tam hotel. Ma to swoje dobre i złe strony – co prawda nie można wejść do środka, ale za to - z inicjatywy lokalnej młodzieży - na płocie okalającym zabytek powieszono stare zdjęcia, dzięki którym można zobaczyć, jak wyglądało przedwojenne Węgorzewo.


21. Zwiedzaj węgorzewskie Muzeum Kultury Ludowej

Kiedy od zamku, znajdującego się w centrum miasta, pójdziesz tropem Węgorapy do jednego z portów (w kierunku ekomariny), dotrzesz do skansenu, będącego częścią Muzeum Kultury Ludowej. Już sam budynek główny muzeum jest zabytkowy, a w środku podobno straszy… postać w czarnym płaszczu, którą widziano nocą jak wchodziła po drewnianych schodach. Żeby nie myśleć o duchu, skup się lepiej na wystawach. Część z nich jest czasowych.

My trafiliśmy akurat na wystawę malarstwa, na wystawę menażek, oraz na wystawę zabawek. Muzeum mieści się w kilku budynkach, a w niektórych z nich można podpatrzeć, jak powstają cudeńka z ceramiki, kwiaty z bibuły i tkanin, oraz tkane szmaciaki albo dywany dwuosnowowe. Niektóre z tych rzeczy możesz kupić. Ja na przykład nie potrafiłam oprzeć się białym i czarnym różom z papieru. Pani Ala, która je wyrabiała, jest prawdziwą mistrzynią. A jeszcze piękniejsze i bardziej misterne były kwiaty, które wykonywała z materiału. Coś wspaniałego!
Na terenie muzeum, w ogrodzie, zrobisz zdjęcie replikom "bab pruskich", które we wczesnym średniowieczu miały znaczenie kultowe, być może wyrażały dzielnych praprzodków, którzy mieli dbać o żyjących. Jednak ich antropomorficzne (człekopodobne) kształty wcale nie przypominały kobiety, jak mogłoby wynikać z potocznej nazwy, ale pruskiego wojownika.

Przypatrz się uważnie, jak wygląda każda z nich i znajdź podobieństwa. Zorientujesz się, że nawet magiczne pruskie baby były rzeźbione według określonego wzoru. Przechodząc dalej przez ogród muzeum, dotrzesz do skansenu z mazurskimi chatami i ich wyposażeniem (Parku Etnograficznego nad Węgorapą). Jeszcze kilka kroków i zobaczysz drewnianą remizę – z wozem w środku, szachulcową kuźnię, murowany dom z Węgorzewa i drewnianą stróżówkę więzienną z Rynu.


22. Zapoluj na Węgorzewski Spacerownik w punkcie informacji turystycznej

Kiedy już zapoznasz się z ofertą Muzeum Kultury Ludowej, polecam Ci zapuścić się w miasto i okolice z Węgorzewskim Spacerownikiem.

Co to Węgorzewski Spacerownik? To sprytna książeczka, której współautorem jest nasz przewodnik, Jerzy Marek Łapo – człowiek, który jako historyk i archeolog o Mazurach wie naprawdę dużo, a którego prywatną pasją jest Obwoźne Muzeum Bąków. Znaczy się zabawek takich.

Jurek zabrał nas na wycieczkę ze Spacerownikiem. Trochę mnie zaskoczył, gdy oprócz książeczki wręczył mi czerwoną kredkę. Ale uznałam, że skoro autorytet chce, żebym bawiła się w malowanki, to nie wypada odmówić. Na wycieczkę ze spacerownikiem przygotuj rower lub auto, ponieważ wyprowadzi Cię on także kawałek za miasto, żeby pokazać Ci ciekawe historie i legendy. A, i jednak weź ze sobą kredkę. Przyda się do zabawy.

Ze spacerownikiem w ręce szuka się kamiennych słupków, na których zamieszczono ciekawe informacje o istniejących lub nieistniejących obiektach, o legendach, historiach i ciekawych miejscach. Supermocą przewodnika jest to, że możesz przyłożyć jego kartkę do słupka, na którym z tyłu są wykute symbole, i tę kartkę zamalować kredką. W ten sposób w Twoim własnym spacerowniku odciśnie Ci się symbol zamieszony na słupku. Możesz je zbierać niczym karty polskich piłkarzy w Biedronce. Choć patrząc na ich ostatnie sukcesy to nie wiem, czy to dobre porównanie.

Nie zdradzę Ci, jaki symbol znajdziesz na Górze Konopki, jaki na Kolumnie Kalskiej, a jaki przy Cmentarzu na Wzgórzu Saksońskim nad Święcajtami. A właśnie w te miejsca zaprowadzi Cię spacerownik. W aktualnej wersji znajdziesz w nim tylko namiary gps, ale Jurek obiecał, że pracują już nad tym, aby w kolejnych wydaniach ukazała się mapka, dzięki której od razu zlokalizujesz gdzie znajdują się poszczególne słupki. Podobno książeczka ma się rozrastać o kolejne ciekawe miejsca w Węgorzewie, za co gorąco trzymamy kciuki.

Jak zdobyć Węgorzewski Spacerownik? Dostaniesz go za darmo w informacji turystycznej, która mieści się w porcie, nad rzeką Węgorapą. Sprawdź też stronę internetową spacerownika, na której znajdziesz mapę szlaku.


23. Posłuchaj węgorzewskich legend o miłości... 

A co nam najbardziej się podobało ze spacerownikowej wycieczki? Każdy z nas lubi słuchać historii i legend, a jeszcze jak w tle jest skandal seksualny, to uważniej nadstawia się uszu. Taka opowieść czai się przy Kolumnie Kalskiej, która stała kiedyś we wsi Kal, a dziś "przewędrowała" do rozrastającego się Węgorzewa. Daj dziecku kredkę, niech w skupieniu odmaluje symbol, a Ty po cichu odczytaj tę opowieść.

Na starym wiejskim cmentarzysku, przy drodze do Węgorzewa, stoi budowla, przypominająca warmińską kapliczkę – jest to czworoboczny ceglasty słup o wysokości 3 m. Zamieszczona na nim tabliczka w czterech językach – polskim, niemieckim, łacińskim i litewskim jest ostrzeżeniem, które nawiązuje do tragedii, która zdarzyła się w tym miejscu w XVI w. Pewnego grudniowego dnia dwie pary młodych kochanków: Gertruda, Róża, Paweł i Benedykt, oddawała się – oględnie mówiąc – miłosnej rozpuście w stojącym tu drewnianym domku. I jak w każdej strasznej historii – w domek strzelił piorun, czyli „poraził ich grom z jasnego nieba”. Spalone i poskręcane ciała zostały odnalezione dopiero po trzech dniach. Nie można wymyślić sobie lepszego przykładu na pokazanie, jak kończy się grzeszna miłość. Na tabliczce przeczytasz:

„W świąteczny dzień dwie pary gorącą miłością złączone
Tu zostały ogniem Wulkana naznaczone,
Ciała spalone oraz odarte ze wstydu chlubnego
Sąsiedzi odkryli na trzeci dzień dopiero.
I któż by nie uwierzył, że cichy ogień strawił kości
Tych, co praw boskich nie słuchają w skrytości.
Stąd nauka wypływa dla ciebie, przechodniu, pobożna,
Że to kara, bo bez Boga kochać nie można.” 


24. ... i przemocy

No, to tyle na temat miłości. Ja chyba wolę drugą legendę, bo jest zabawniejsza, a opowiada o Konopce, jego żonie i diable. Tyle, że tu również czai się motyw tragedii- tym razem zakopania żywcem, co może stanowić pewne nawiązanie do wykonanego tu kiedyś wyroku śmierci. A śmierć przez zakopanie żywcem była wyjątkowo okrutna i haniebna – podobno dotyczyła kobiet, które np. dokonywały aborcji, albo mordowały noworodki.

W całkiem niezłym miejscu ta legenda jest opowiadana, bo na dawnym, wiejskim cmentarzu, na który w latach 1947-1953 przeniesiono szczątki ponad 300 żołnierzy Armii Czerwonej. A w 1968 r. w leśnym zagajniku na Górze Konopki stanął pomnik projektu Ryszarda Wachowskiego, który był uczniem Ksawerego Dunikowskiego.

Z kolei Ksawery Dunikowski to jest ten człowiek, który zaprojektował i wykonał Pomnik Czynu Powstańczego na Górze Św. Anny w województwie opolskim, który mieliśmy okazję oglądać w zeszłym roku. I ten pomnik w Węgorzewie naprawdę w pewien sposób nawiązywał do tego na Górze Św. Anny – dało się zauważyć pewne podobieństwa w formie i wykonaniu.


25. Poświęć chwilę na węgorzewski cmentarz z I Wojny Światowej

Skoro o cmentarzach mowa, to spacerownik zaprowadzi Cię na jeszcze jeden z nich i myślę, że warto się pofatygować. To cmentarz na Wzgórzu Saksońskim nad Święcajtami z 1917r. Pomijam, że z tego miejsca jest jeden z najpiękniejszych widoków na jeziora Święcajty i Mamry. Na cmentarzu pochowano walczących i poległych w początkach pierwszej wojny światowej po obu stronach barykady żołnierzy. Leżą tu więc w grobach ułożonych w okręgach wokół centralnego punktu z krzyżem żołnierze armii rosyjskiej i armii niemieckiej, różnych narodowości i grup etnicznych: Niemcy, Rosjanie, Polacy, Mazurzy, Kaszubi.

To miejsce pokazuje jak dziwną, niezrozumiałą, i nielogiczną sprawą jest wojna – zabawa dużych chłopców. Takim dziwnym bojowym wydarzeniem, w którym naprzeciwko siebie stają bracia tej samej narodowości. O co walczyli? A kto dziś o tym pamięta?

Dziś odwiedza się tylko takie piękne cmentarze jak ten na Wzgórzu Saksońskim – bo ten cmentarz uchodzi za jeden z najpiękniejszych cmentarzy pierwszowojennych na terenie dawnych Prus Wschodnich.


26. Na do widzenia poszukaj ciekawych widoków na Węgorzewo

Żeby nie było, że w Węgorzewie zwiedza się same cmentarze. Odkryliśmy też inne ciekawe miejsca. Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie pokręcili się potem sami po okolicy. Dzięki tej wycieczce zobaczyliśmy w Węgorzewie jeszcze kościół katolicki pw. ŚŚ. Piotra i Pawła, który kiedyś był ewangelicki, a w miejscu dzisiejszej figury Matki Bożej stało popiersie cesarza Wilhelma I. Dotarliśmy też do greckokatolickiej Cerkwii Św. Krzyża, która kiedyś również była kościołem ewangelickim i przez chwilę katolickim – świątynia już na pierwszy rzut oka na cerkiew nie wygląda. Uchodzi za jeden z najlepszych przykładów architektury modernistycznej z lat 30-tych ubiegłego wieku. Grekokatolicy odkupili ten kościół od ewangelików, gdy już oficjalnie i formalnie mogli działać jako wyznanie.

Dzięki starym widokówkom na płocie przy zamku zorientowaliśmy się, że Węgorzewo miało kiedyś centralny plac - dziś jest to zielony skwer otoczony z każdej strony przez bloki. A pośrodku ktoś umieścił ciekawy zegar słoneczny. Jak staniesz po środku zostaniesz jego wskazówką. Twój cień wskaże aktualną godzinę.

Węgorzewo to dla nas kolejny przykład mazurskiego miasteczka, w którym nic nie jest takie, jak się na pierwszy rzut oka wydaje. Pogmatwane losy takich miast są dziś widoczne w architekturze, funkcji budynków, relacjach między ludźmi. Bez tego kontekstu łatwo się pogubić. Dzięki niemu – łatwiej zrozumieć.


Mazury naprawdę są "nieoczywiste"

Na akcję „Mazury Nieoczywiste” wyruszyliśmy z misją dotarcia do historii, których nie widać na pierwszy rzut oka. Trafiliśmy na niepopularne tematy historii mazurskich miast i miasteczek, na wątek niemieckiego pochodzenia ludzi, architektury, zabytków, na wątek narodowościowo-etniczny: Mazurzy, ludność pochodzenia niemieckiego, Ukraińcy, Polacy, Litwini - do dziś będący żywą tkanką Mazur.

Jeśli Wielkie Jeziora Mazurskie są układem oddechowym Mazur, to mazurska historia, ludzie i wydarzenia, są ich krwioobiegiem.

Z misji wróciliśmy z jeszcze większym mętlikiem w głowie. Jakakolwiek próba poukładania relacji społecznych, które miały tu miejsce, ludzkich losów i wyborów, wydaje się niemożliwa. Każdy przypadek jest inny, a jedna historia potrafi przeczyć innej. W zależności od tego, kto ją opowiada.

Jeszcze trudniejsze wydaje się opisanie tego wszystkiego. W dzisiejszym przewodniku przemyciłam Ci tylko cząstkę kryjących się tu historii. Zaczęłam od łatwiejszej części. Od planu na zwiedzanie mazurskich miast. W rękawie kryję dodatkowe asy.

To miejsca poza głównym szlakiem turystycznym. To spotkania i prywatne rozmowy. To historie, które czają się pod skórą. To wspomnienia ludzi, którym dokuczano w szkole, bo mówili inaczej, bo rodzice mieli dziwne imiona, bo chodzili do niewłaściwego kościoła. To nie są wspomnienia starych dziadków – to wspomnienia ludzi, którzy są niewiele starsi ode mnie i od Maćka. Zastanawiam się, czy to już w ogóle jest historia?

Bo dla nas, gdy zwiedzaliśmy Mrągowo, Mikołajki, Pisz, Giżycko i Węgorzewo, to są tematy, które są wciąż aktualne. Skąd jesteś, kim jest Twoja rodzina, jaka jest Twoja historia?

Chcesz zwiedzić prawdziwe Mazury?

Jedź.

Pytaj.

Rozmawiaj.

Pokazałam Ci drogę – od Ciebie zależy, czy będziesz chciał odkryć to, co my. Trzymam kciuki, aby Ci się to udało. Już niedługo dostaniesz ode mnie kolejne wskazówki. Podejmiesz wyzwanie?
Dołącz do czytelników Ruszaj w Drogę!

Pomysły na wycieczki po Polsce na Twój e-mail

Zapisz się na podróżnicze maile. Dostaniesz plan na 10 wycieczek po Kaszubach. Wyślemy Ci też informacje o pomysłach na wycieczki po Polsce i naszych prezentacjach o Polsce. Piszemy maksymalnie 3 wiadomości w miesiącu. Do przeczytania!


Podoba Ci się ten przewodnik? Podaj dalej. 

Jesteśmy tu dla Ciebie. Piszemy internetowe przewodniki, żeby pomóc Ci w zwiedzaniu. Znasz te miejsca? A może podoba Ci się to co o nich piszemy? Daj znać w komentarzu. Dziękujemy też z góry za każde polecenie i podanie tego przewodnika dalej w mediach społecznościowych - na przykład na Facebooku.

KOLEJNA RELACJA Starszy post

KOMENTARZE

Daj znać co myślisz :) Dodaj komentarz w polu poniżej lub przewiń w dół i skomentuj przez Facebooka.

Ruszaj w Drogę?

Czytasz największy blog podróżniczy o Polsce. Znajdziesz u nas ponad 400 pomysłów na wycieczki i pokażemy Ci gdzie pojechać i co warto zobaczyć w Polsce. Miejsca sprawdzamy i zwiedzamy osobiście. Polecamy spis A-Z ciekawych miejsc i wyszukiwarkę.

KASIA I MACIEJ MARCZEWSCY

Od 10 lat #wDrodze, a od pięciu prowadzimy największy blog podróżniczy o Polsce. Jesteśmy pozytywnie zakręceni na punkcie polskiej turystyki.

KLUB RUSZAJ W DROGĘ!

Prowadzimy prezentacje, warsztaty i spotkania podróżnicze. Opowiadamy o polskich regionach i dzielimy się naszymi pomysłami na podróże po Polsce.

FUNDACJA RUSZAJ W DROGĘ!

Promujemy polską turystykę w Polsce, pomagamy organizacjom turystycznym w dotarciu do nowych turystów i prowadzimy warsztaty branżowe.